gry planszowe rodzinne > Bang! The Dice Game
GRY RODZINNE
logo przedmiotu Bang! The Dice Game

Bang! The Dice Game

Kościana wersja popularnej gry Bang!

cena:

89.00 PLN
dostępność: na zamówienie
wysyłamy w: ok. 7 - 30 dni

dodaj do koszyka
Produkt na zamówienie: realizacja pod warunkiem dostępności u dostawcy.

Podstawowe informacje:


liczba graczy: od 3 do 8
wiek: od 8 lat
czas gry: ok. 15 min.

wydawca: daVinci Games
projektant: Emiliano Sciarra , Michael Palm , Lukas Zach

wersja językowa: angielska
instrukcja: angielska

Opis


Bang! The Dice Game keeps the core of the Bang! card game in place. At the start of the game, players each take a role card that secretly places them on a team: the Sheriff and deputies, outlaws, and renegades. The Sheriff and deputies need to kill the outlaws, the outlaws win by killing the Sheriff, and the renegades want to be the last players alive in the game.

Each player also receives a character card which grants him a special power in the game. The Sheriff reveals his role card and takes the first turn of the game. On a turn, a player can roll the five dice up to three times, using the results of the dice to shoot neighboring players, increase the range of his shots, heal his (or anyone else's) life points, or put him in range of the Indians, which are represented by nine tokens in the center of the table. Each time a player rolls an arrow, he takes one of these tokens; when the final token is taken, each player loses one life point for each token he holds, then the tokens are returned to the center of the table.

If a player collects a trio of Gatling symbols on the dice, he fires one shot at everyone else and rids himself of Indian tokens. Who'll get his shot off first? Play continues until one team meets its winning condition – and death won't necessarily keep you from winning as long as your teammates pull through!

Recenzje naszych klientów:


zaloguj się jeżeli chcesz dodać własną



dodano: 2014-02-04 Bang - nie żyjesz! autor: Krzysztof Budny

Ha!

Nigdy nie myślałem, że spodobają mi się westerny. Nigdy nie sądziłem, że polubię głupiutką turlankę Bang: wersja kościana.
Ale to było dawno.
Dziś pasjami oglądam westerny. Zatem to temat popchnął mnie w objęcia Banga, albo raczej Banga, w moje objęcia. A może to brak w kolekcji tytułów > 5 graczy? Czy to ma znaczenie?
Najważniejsze, że B: tDG spełnił wszystkie moje oczekiwania.
Jakość wydania:
- kości - klasa i tyle w temacie;
- karty - mogłyby być nieco grubsze, ale są solidne i to wystarczy
- żetoniki - mogłyby mieć osobną przegródkę w pudełku.
Zasady:
- zwięźle napisane, na samym początku mało intuicyjne (ten musi zabić tego, a ten chce ich zabić, ale w określonej kolejności), ale po pierwszej partii wszystko jest jasne.
Rozgrywka:
- świetnie spędzone 15-20 minut. Można wczuć się w klimat, zwłaszcza, że często finałem jest pojedynek 1:1. Dodajmy do tego muzykę z Dobrego, złego i brzydkiego i mamy spełnienie marzeń nadwiślańskich kowbojów.
Polecam!
dodano: 2014-02-02 miało być połączenie Coup i King of Tokyo autor: elmotoja

Zapragnąłem tej gry jak tylko przeczytałem z czym kojarzy się innym. Z jednej strony nigdy nie grałem w oryginalnego Banga, więc na wyobraźnie bardziej działały mi świetne Coup czy Cytadela i ich ukryte role. Z drugiej strony dodana mechanika turlania kośćmi przypominała tak lubiane przeze mnie King of Tokyo.

Czy mogło być inaczej niż świetnie? Zdecydowanie mogło.

Zaznaczę na wstępie, że grałem w 3 i 4 osoby i większość uwag odnosi się do tej liczby - na koniec jeszcze wrócimy do tematu.

Po pierwsze ukryte role wcale nie wydają się takie ukryte. Cel jest dosyć prosty, należy bronić lub atakować szeryfa i w zasadzie tylko Renegat jest przez chwilę nie do przejrzenia. Szeryf na tyle szybko może zginąć, że nie widzę powodu, aby jego pomocnik strzelał do niego, żeby podszyć się pod złych, lub bandyta leczył przez dłuższy czas szeryfa, bo przecież zaraz wybiją mu znajomych bandytów.
No właśnie, ukryte role zaimponowały mi w Coup, gdyż tam blefowanie to cudowny element tej gry - sensowny, mocny, ale i trudny. W porównaniu, w Bang może i gram źle, ale nie widzę innego sensu jak od razu zacząć strzelać do wroga.

Natomiast ta druga część, czyli rzucanie kostkami i strzelanie, w żadnym stopniu nie podoba mi się tak jak King of Tokyo - może to przez brak kart, może ewolucji. Tutaj akurat nie wiem co nie zagrało (może wciąż nie mogę podarować tych ukrytych ról).

Na koniec powtórzę, że gra nie ma dla mnie sensu na 3 i 4 osoby - był to dla mnie na tyle poważny mankament, że zniechęcił mnie do niej na miejscu i nie miałem siły na dalsze próby.
Z drugiej strony kolega, który grał w nią ze mną i męczył się równie mocno, pożyczył ją ode mnie i wypróbował w gronie 6ciu osób. Tam podobno gra chwyciła i od teraz jest on szczęśliwym posiadaczem mojego egzemplarza.

Ostatecznie, wszystko zależy więc w jak dużej grupie zamierzacie grać. Jeśli 4 i mniej - to gorąco NIE polecam - lepiej wziąć Coup i/lub King of Tokyo.

Jeśli w więcej, to może dajcie jej szansę - przy 6ściu osobach zarówno Coup jak i King of Tokyo zaczynają dostawać zadyszki.
dodano: 2014-01-21 King of Tokyo na dzikim zachodzie autor: rastula

Nigdy nie grałem w karcianą wersję Bang! i nadal nie mam zamiaru bo to co oferuje Bang! the dice game - zupełnie zadawala mnie jeśli chodzi o szybką grę z mnóstwem śmiechu i emocji.
W grze wcielamy się w jedną z 4 ról ( szeryfa, zastępcy, bandyty, renegata) każda z ról ( w podstawowej wersji gry tylko szeryf musi ją ujawnić) ma swoją rolę do wypełnienia ( szeryf musi zabić bandytów, bandyci szeryfa a renegat zostać jako jedyny w grze) . Każdy wciela się też w jedną z wyjątkowych postaci rodem ze spagetti westernów - są więc rewolwwrowcy, indianie, groźne damy salonowe i kilkanascie innych "odmian" bohaterów - każdy z unikalną funkcja. Mechanika niczym nie zaskakuje , ale wciąż pozostaej emocjonująca i szczególnie przy większej ilości graczy pozwala na taktyczne zagrania , sojusze i "strzały w plecy".

-1 punkcik za to że gra działa dobrze właściwie od 4 osób - mniejszy skład (3) jest pozbawiony ukrytych ról i zasad dot. zasięgu broni - sprowadza się w zasadzie do najszybszego zabicia tego, kogo zabić musimy... da się pograć ale tutaj lepiej ( choć też nie doskonale) wypada na 3 osoby King of Tokio - gra zresztą chyba najbliższa "ideowo" Bang! dice...

jeśli gracie w 4 lub więcej osób to ta gra obowiązkowo powinna się znaleźć w waszej kolekcji... jeśli wasza grupa to max 3 osoby - potraktujcie tą grę jako miły przerywnik ( 10-15 minut na rozgrywkę) ale nie oczekujcie sensacji...