PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika zbigniewfkzydor

obrazek
Leśne rozdanie: Na skraju lasu
Na skraju udanego balansu,
"Na skraju lasu" jest już drugim dodatkiem do "Leśnego rozdania", który próbuje balansować rozgrywkę. Wprowadza zarówno nowe symbole związane z ekotonem, jak i całkowicie odmienny typ kart - krzewy - które pełnią funkcję drzew, ale nie wliczają się jako karty za nie punktujące. Zamiast tego zyskujemy (odpowiednio zwielokrotnione poprzez liczbę kart w tableau gracza) zdolności doboru kart z talii za każdy typ zagranego zwierzęcia (motyla lub nietoperza) czy rośliny (ta strategia jednak nadal kuleje). Nowe kopytne dają nam już nie dziesięć punktów za co najmniej jednego warchlaka, ale dziesięć za każdego, co sprawia, że wystawione jelenie, ale bez wilków, rekompensują pecha w doborze kart. Z każdym dodatkiem talia pozostaje "rozwodniona", więc w grze z oboma dodatkami trudno osiągnąć wynik wyższy niż 200 punktów, ale dzięki temu rozgrywka jest bardziej zacięta. Ciekawe efekty dodają nowe gatunki ptaków. I choć trzy wilki nadal trudno pokonać, a oba dodatki boostują wystawienie komara przed dobraniem ostatniej karty zimy, to trudno wypowiedzieć się o "Na skraju lasu" inaczej niż pozytywnie. "Leśne rozdanie" pozostanie losową grą, która potrafi irytować, ale z drugim dodatkiem zmusza graczy do wyścigu i, co za tym idzie, bliższa jest temu, by strategie wygrywające nie były już tak oczywiste. Efekty doboru kart z polany to rozwiązanie, które powinno znaleźć się już w podstawce.

obrazek
Scythe Wielka Księga Zasad
,
"Wielka Księga Zasad" nie jest wam potrzebna do rozgrywki, jeśli wiele wieczorów spędziliście, grając w "Scythe". Ale czy chcielibyście to mieć? Hell, yeah! Przyznam, że wahałem się przed zakupem. To najbardziej absurdalny (poza psującymi grę fanowskimi kartami spotkań) produkt z całej linii. Jeśli znacie grę na wylot, możecie zastosować ją jako kompendium do wprowadzania nowych graczy albo jako produkt kolekcjonerski - wydana na kredowym papierze, w formie kołoszytu, wydaje się warta zakupu przez największych fanów. Opisuje zasady dodane do modularnej planszy, do każdego pakietu kart promo, z którymi mogliście się zapoznać, do każdego dodatku, a także rozwiewa wątpliwości dotyczące synergii niestandardowych efektów. Każda możliwość "zaspoilowania" gry jest odpowiednio zaznaczona, bo i "Fenris Powstaje" został tu odpowiednio omówiony, bez ryzyka, że ujawnimy nowym graczom to, czego wiedzieć nie powinni. Jedyny minus to minus redaktorski i dotyczący składu - zdarzają się w całej Księdze zdania, które kończą się i zaczynają w innych akapitach lub nie mają logicznego sensu, ale nie wpływa to na zrozumienie treści.

obrazek
Ekspedycyje (edycja polska) + pakiet naprawczy
,
Myślę, że "Ekspedycyje" pozostają jedną z najbardziej niedocenionych gier wydawnictwa Stonemaier Games, nie pomogły w tym też wpadki wydawnictwa Phalanx przy wydaniu polskiej edycji. I o ile nieuaktualnienie jednej z zasad bywa w niektórych partiach problematyczne, tak niejednoznaczne nazewnictwo nie ma większego wpływu na samą rozgrywkę. Nie sądzę, by doświadczeni gracze, a do takich adresowany jest ten tytuł, mieli realny problem z powiązaniem dwóch różnych pojęć z tą samą akcją czy obszarem gry - pomijając ewentualną irytację, wszystko wydaje się oczywiste. Kłopot tkwi w tym, że sequel "Scythe" podnosi do kwadratu "eurowaty" wymiar rozgrywki, eliminując bezpośrednią negatywną interakcję, a stawiając na piedestale skomplikowanie możliwych wyborów. Prawdziwym zadaniem gracza jest tu ograniczenie sobie samemu tego wyboru tak, by zbudować najbardziej skuteczny silnik akcji i zyskać jak najwięcej korzyści, a jednocześnie bez żalu móc zrezygnować z dostępnych możliwości, pozostawiając przeciwników nieskutecznymi - choćby odrzucając jedną akcją wszystkie karty, na których mogłoby im zależeć.
W grze eksplorujemy losowo przygotowaną mapę złożoną z kafelków, pomiędzy którymi wystawione są karty, które możemy zakupić, a spełniające zarówno funkcje akcji do wykonania (przy odpowiednich warunkach i o złożonej, zależnej od kilku czynników sile), jak dzielące się na kategorie, które po ich odrzuceniu przynoszą nam kaskadowe korzyści. Walczymy z "zepsuciem" i zajmujemy najbardziej korzystne pola akcji, by móc zdobyć odpowiednie osiągnięcia, których liczba decyduje o końcu gry i - jak w "Scythe" - mnoży się przez określone w grze czynniki. Nie będę rozpisywał się o samych zasadach, ważne jest tylko to, że "Ekspedycyje" to wredny wyścig w optymalizację i spijanie korzyści z akcji przeciwnika; to wyścig, w którym planujesz swoje działania z wyprzedzeniem, by móc zaskoczyć innych, pozostających daleko w tyle, stwierdzeniem "to wasza ostatnia tura". Wyścig, w którym, po początkowym oszołomieniu możliwościami, wykonuje się swój ruch kilkanaście-kilkadziesiąt sekund, nawet jeśli to combo z siedmioma akcjami jedna po drugiej.
To gra kompletna, choć dla specyficznego typu graczy. W innym settingu i w mniej barokowej oprawie mogłaby osiągnąć wysokie oceny wśród gier euro (a wygląda naprawdę imponująco!). Nie mam też wątpliwości, że jest odpowiednio zbalansowana (nawet teoretycznie najsłabsze mechy wygrywają rozgrywki seriami). Nie warto jednak zasiadać w nią w więcej niż trzy osoby (czwarta zostanie w tyle i może liczyć tylko na błędy innych graczy).