PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika sp0f
The Godfather - Imperium Corleone
Area Control z klimatem.,
Godfather to typowy "Lang" z czasów jego świetności. Mamy ciekawe Area Control ociekające na każdym kroku klimatem. Nie jest to może poziom Blood Rage ale całkiem nie daleko. Wszystko jest przemyślane i zbalansowane. Negatywna interakcja istnieje ale nie jest tak kluczowa jak w innych tytułach tego autora. Gra nie jest ciężka, instrukcja jest dość krótka, zasad jest niewiele i są logiczne oraz łatwe do zapamiętania. Rozgrywka na 4 osoby to około 2h. Gra ma już swoje lata więc nie należy się spodziewać cudów co do jej wydania. Plansza jest czytelna ale niezbyt ciekawa. Karty z powtarzalnymi grafikami trochę męczą. Insert istnieje i spełnia swoje zadania ale nie pozwala na umieszczenie kart w koszulkach - przynajmniej nie w miejscu które zostało na nie przewidziane. Miłym dodatkiem są metalowe 'walizki' na dolary które zbieramy. Figurki bardzo przyzwoite - trzeba tylko uważać na dość delikatne lufy pistoletów. W grę polecam grać z cygarem w zębach, w kapeluszu, ze szklaneczką whisky w ręku i przy dźwiękach jazzu. Idealny tytuł żeby zrelaksować się po ciężkim tygodniu pracy. Warto zagrać, warto mieć w swojej kolekcji.
Area Control z klimatem.,
Godfather to typowy "Lang" z czasów jego świetności. Mamy ciekawe Area Control ociekające na każdym kroku klimatem. Nie jest to może poziom Blood Rage ale całkiem nie daleko. Wszystko jest przemyślane i zbalansowane. Negatywna interakcja istnieje ale nie jest tak kluczowa jak w innych tytułach tego autora. Gra nie jest ciężka, instrukcja jest dość krótka, zasad jest niewiele i są logiczne oraz łatwe do zapamiętania. Rozgrywka na 4 osoby to około 2h. Gra ma już swoje lata więc nie należy się spodziewać cudów co do jej wydania. Plansza jest czytelna ale niezbyt ciekawa. Karty z powtarzalnymi grafikami trochę męczą. Insert istnieje i spełnia swoje zadania ale nie pozwala na umieszczenie kart w koszulkach - przynajmniej nie w miejscu które zostało na nie przewidziane. Miłym dodatkiem są metalowe 'walizki' na dolary które zbieramy. Figurki bardzo przyzwoite - trzeba tylko uważać na dość delikatne lufy pistoletów. W grę polecam grać z cygarem w zębach, w kapeluszu, ze szklaneczką whisky w ręku i przy dźwiękach jazzu. Idealny tytuł żeby zrelaksować się po ciężkim tygodniu pracy. Warto zagrać, warto mieć w swojej kolekcji.
Dungeons & Dragons: Tyrants of the Underdark (edycja polska)
Jakie to jest dobre ...,
Grę odkryłem dość późno biorąc pod uwagę że jej pierwsza wersja ukazała się w 2016 roku. Jest to przykład jednej z tych gier które pięknie się starzeją i warto mieć ją na stałe w swojej kolekcji. Tyrants to bardzo sprytne połączenie deck buildingu (w stylu Diuna Imperium) z area control. Żadna z mechanik nie jest dodana na siłę, stanowią nierozłączną i komplementarną całość. Gra jest szybka, downtime minimalny, a negatywna interakcja w której się pławimy cieszy jak nigdy. To co kuleje to jakość wydania. Polska wersja została okrojona z figurek oddziałów oraz mini planszetek wewnętrznego kręgu. Instrukcja też pozostawia trochę do życzenia choć należy docenić że próbuje przemycać elementy klimatu wprost z książek R.A. Salvatore. Sama plansza też nie powala. Sytuację ratują trochę grafiki i klimatyczne opisy na kartach. Gra w klimacie D&D Forgotten Realms aż prosi się o mroczną planszę i klimatyczne figurki. Pomimo delikatnie ułomnego wydania gra jest warta każdej wydanej na nią złotówki. Gdy już się w niej zakochamy to wszelkie niedociągnięcia wydania można łatwo (lecz nie tanio) pokryć dostępnymi funowskimi dodatkami. Gorąco polecam!
Jakie to jest dobre ...,
Grę odkryłem dość późno biorąc pod uwagę że jej pierwsza wersja ukazała się w 2016 roku. Jest to przykład jednej z tych gier które pięknie się starzeją i warto mieć ją na stałe w swojej kolekcji. Tyrants to bardzo sprytne połączenie deck buildingu (w stylu Diuna Imperium) z area control. Żadna z mechanik nie jest dodana na siłę, stanowią nierozłączną i komplementarną całość. Gra jest szybka, downtime minimalny, a negatywna interakcja w której się pławimy cieszy jak nigdy. To co kuleje to jakość wydania. Polska wersja została okrojona z figurek oddziałów oraz mini planszetek wewnętrznego kręgu. Instrukcja też pozostawia trochę do życzenia choć należy docenić że próbuje przemycać elementy klimatu wprost z książek R.A. Salvatore. Sama plansza też nie powala. Sytuację ratują trochę grafiki i klimatyczne opisy na kartach. Gra w klimacie D&D Forgotten Realms aż prosi się o mroczną planszę i klimatyczne figurki. Pomimo delikatnie ułomnego wydania gra jest warta każdej wydanej na nią złotówki. Gdy już się w niej zakochamy to wszelkie niedociągnięcia wydania można łatwo (lecz nie tanio) pokryć dostępnymi funowskimi dodatkami. Gorąco polecam!
Wyprawa Darwina (edycja polska)
Komu w drogę, temu ... dziennik,
Wyprawa Darwina to bardzo przyjemne, średnio skomplikowane euro z mechaniką worker placement i delikatną nutką wyścigu. Zasad na pierwszy rzut oka może wydawać się dość sporo ale są bardzo logiczne i tworzą spójną całoś. Ich przyswojenie nie powinno zając dużo czasu. Dodatkowo komfort rozgrywki poprawia (moim zdaniem) bezbłędna ikonografia. Grę odczytujemy po prostu patrząc na planszę. Akcji do wyboru w swojej turze mamy sporo ale nie jest to ilość przytłaczająca. Miłym elementem jest wyścig który toczymy o kolejne gatunki których dostarczanie przyśpiesza nasz rozwój. Z drugiej strony ... im później je dostarczymy tym dalej posuniemy się na torze Teorii Ewolucji. Tor ten znacząco wpływa na nasz końcowy wynik. Ścigamy się też z wyznaczającym ilośc tur statkiem HMS Beagle. Pozostanie w tyle za resztą ekspedycji może nas kosztować trochę punktów. Cała gra pełna jest małych decyzji i ciągłych kalkulacji. Nawet nie wygrywając, grę kończyłem usatysfakcjonowany realizacją założonej strategii i wkręcaniem mini 'kombosów'. Downtime jest niewielki, a wydanie bardzo przyzwoite. Negatywna interakcja niewielka. Możemy pokrzyżować komuś plany na jego turę ale będzie to raczej przypadek niż zaplanowana złośliwość. Zdecydowanie polecam, 1.5-2h dobrej zabawy.
Komu w drogę, temu ... dziennik,
Wyprawa Darwina to bardzo przyjemne, średnio skomplikowane euro z mechaniką worker placement i delikatną nutką wyścigu. Zasad na pierwszy rzut oka może wydawać się dość sporo ale są bardzo logiczne i tworzą spójną całoś. Ich przyswojenie nie powinno zając dużo czasu. Dodatkowo komfort rozgrywki poprawia (moim zdaniem) bezbłędna ikonografia. Grę odczytujemy po prostu patrząc na planszę. Akcji do wyboru w swojej turze mamy sporo ale nie jest to ilość przytłaczająca. Miłym elementem jest wyścig który toczymy o kolejne gatunki których dostarczanie przyśpiesza nasz rozwój. Z drugiej strony ... im później je dostarczymy tym dalej posuniemy się na torze Teorii Ewolucji. Tor ten znacząco wpływa na nasz końcowy wynik. Ścigamy się też z wyznaczającym ilośc tur statkiem HMS Beagle. Pozostanie w tyle za resztą ekspedycji może nas kosztować trochę punktów. Cała gra pełna jest małych decyzji i ciągłych kalkulacji. Nawet nie wygrywając, grę kończyłem usatysfakcjonowany realizacją założonej strategii i wkręcaniem mini 'kombosów'. Downtime jest niewielki, a wydanie bardzo przyzwoite. Negatywna interakcja niewielka. Możemy pokrzyżować komuś plany na jego turę ale będzie to raczej przypadek niż zaplanowana złośliwość. Zdecydowanie polecam, 1.5-2h dobrej zabawy.
City of the Great Machine (edycja angielska)
Jeden na wszystkich, wszyscy na jednego ;),
Przyjemny powiew świeżości w grach jeden przeciwko wielu. Gra na każdym kroku ocieka historią którą opowiada. Ułatwia to znacząco przyswojenie dość pokaźnej (ale nie przytłaczającej) ilości zasad. Wszystko jest spójne i ma pokrycie w realiach steampunkowego świata w którym gramy.
Świetnym i istotnym przykładem jest reguła mówiąca o tym że bohaterowie (gracze) mogą wymieniać się informacjami dotyczącymi gry jedynie w obecności Great Machine (gracza kontrolującego maszynę), a czemu? Great Machine ma wszędzie swoje mechaniczne oczy i usz, widzi i słyszy wszystko, inwigiluje każdego.
Gra jest dobrze zbalansowana - we wszystkich rozgrywkach które miałem o losach wygranej decydowała ostatnia akcja. Walka toczyła się do samego końca, a napięcie wciąż rosło.
Gra jest wydane prześlicznie, modułowa plansza którą modyfikujemy podczas gry, bardzo ładne figurki bohaterów, rozsądny insert i czytelna instrukcja.
Gdybym miał się do czegoś czepić to jedynie dość duża ilość małych tokenów "famous citizen" które czasem trochę latają po planszy + odrobinę niezręczna mechanika związana z ich obracaniem.
Podsumowując: jest to klimatyczna i niebanalna gra wymagająca zarówno rozsądnego planowania akcji jak i umiejętnej gry nad stołem. Dla mnie 9/10. Polecam!
Jeden na wszystkich, wszyscy na jednego ;),
Przyjemny powiew świeżości w grach jeden przeciwko wielu. Gra na każdym kroku ocieka historią którą opowiada. Ułatwia to znacząco przyswojenie dość pokaźnej (ale nie przytłaczającej) ilości zasad. Wszystko jest spójne i ma pokrycie w realiach steampunkowego świata w którym gramy.
Świetnym i istotnym przykładem jest reguła mówiąca o tym że bohaterowie (gracze) mogą wymieniać się informacjami dotyczącymi gry jedynie w obecności Great Machine (gracza kontrolującego maszynę), a czemu? Great Machine ma wszędzie swoje mechaniczne oczy i usz, widzi i słyszy wszystko, inwigiluje każdego.
Gra jest dobrze zbalansowana - we wszystkich rozgrywkach które miałem o losach wygranej decydowała ostatnia akcja. Walka toczyła się do samego końca, a napięcie wciąż rosło.
Gra jest wydane prześlicznie, modułowa plansza którą modyfikujemy podczas gry, bardzo ładne figurki bohaterów, rozsądny insert i czytelna instrukcja.
Gdybym miał się do czegoś czepić to jedynie dość duża ilość małych tokenów "famous citizen" które czasem trochę latają po planszy + odrobinę niezręczna mechanika związana z ich obracaniem.
Podsumowując: jest to klimatyczna i niebanalna gra wymagająca zarówno rozsądnego planowania akcji jak i umiejętnej gry nad stołem. Dla mnie 9/10. Polecam!


