PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika pyxat
Terminator: Dark Fate – The Card Game
Mały dekcbuilder, ale wariat,
Rozgrywka nie różni się niczym od standardowego deckbuildera. Zbieramy karty, uzupełniamy 'rynek', walczymy z terminatorem czy też wrogami wyłożonymi na rynku. Mechanicznie gra bardzo mi przypomina After the Virus gdzie alby zagrać określony typ kart trzeba odrzucać inne. Za to system ran gracza działa inaczej niż standardowe schodzenie z HP do 0. Tutaj wyznacznikiem uszkodzeń są karty ran dodawane do naszej talii w momencie przyjmowania obnażeń. Jeśli w którymkolwiek momencie gry będziemy mieli na ręce 3 karty ran - game over.
Celem gry jest pokonanie tropiącego nas terminatora zanim nasza postać zginie, skończy się talia obrażeń (30 kart) lub wyczerpie się talia rynku.
Fajnie jest rozwiązana mechanika tropiącego nas cyborga. Na początku gry zostaje od wtasowany w 5 wierzchnich kart talii rynku. Podczas jego uzupełniania istnieje coraz większa szansa, że złobot się pojawi i zacznie polować. A robi to następująco. ‘Aktywuje’ karty wrogów, które są odsłonięte na rynku, następnie 'pobiera' z talii rynku taką ilość kart jaką ma oznaczoną na karcie. Np. 4. Niszczy wszystkie wylosowane karty z wyjątkiem kart lokacji i wrogów, które rozpatruje i po zagraniu zwraca na spód talii.
Naszym zadaniem jest takie zagrywanie kart, aby przygotować się ostateczną rozgrywkę i zezłomowanie terminatora. W grze nie ma obowiązku zagrania wszystkich dociągniętych na rękę kart co tylko ułatwia planowanie. Kiedy już jesteśmy dość pewni, że nasza talia jest mocna możemy odwrócić sytuację i zacząć polować na robota. Polować, ponieważ istnieją możliwości cofnięcia go do talii czy to poprzez kartę wroga czy naszą ucieczkę. Drugie rozwiązanie działa następująco: zdejmujemy z terminatora wszystkie znaczniki obrażeń, wtasowujemy go w taką ilość wierzchnich kart tali rynku, ile tych obrażeń było. I taki stosik wraca na wierzch talii rynku. Podczas uzupełniania rynku do min 4 kart mamy obowiązek dołożenia min. 1 dodatkowej karty. Ale tylko gdy terminator na nas poluje. Jeśli jest wciąż w talii, możemy dobierać do rynku do momentu, gdy się pojawi. Wtedy przerywamy uzupełnianie i przechodzimy do walki.
Karty fajnie się kombują, można nieźle kontrolować swoją rękę i talię. Smaczku dodaje też push your luck. Szczególnie podczas tworzenia talii, gdzie ta jest jeszcze słaba a w stosie czai się już terminator.
Gra jest zapakowana w sprytne małe pudełko na magnes co jest miłą odmianą od standardowego "kwadratu" z deklem. W środku jest mała plastikowa wypraska, która mieści ok. 220 kart i garść znaczników ran. Niestety, zakoszulkowanie spowoduje niedomykanie pudełka, sytuacji nie poprawi też usunięcie wypraski. Jakość kart jest porządna, są dość elastyczne, ale mogłyby być ciut grubsze.
Powiem szczerze, że nie miałem wielkich oczekiwań co to tego tytułu. Wyglądał średnio (wszystkie karty to kadry z filmu. A to mnie drażni w grach), jak zrobiony na szybkości tie-in dla nadchodzącego filmu. Ale mnie zaskoczył... I wróci na stół nie raz i nie dwa.
Mały dekcbuilder, ale wariat,
Rozgrywka nie różni się niczym od standardowego deckbuildera. Zbieramy karty, uzupełniamy 'rynek', walczymy z terminatorem czy też wrogami wyłożonymi na rynku. Mechanicznie gra bardzo mi przypomina After the Virus gdzie alby zagrać określony typ kart trzeba odrzucać inne. Za to system ran gracza działa inaczej niż standardowe schodzenie z HP do 0. Tutaj wyznacznikiem uszkodzeń są karty ran dodawane do naszej talii w momencie przyjmowania obnażeń. Jeśli w którymkolwiek momencie gry będziemy mieli na ręce 3 karty ran - game over.
Celem gry jest pokonanie tropiącego nas terminatora zanim nasza postać zginie, skończy się talia obrażeń (30 kart) lub wyczerpie się talia rynku.
Fajnie jest rozwiązana mechanika tropiącego nas cyborga. Na początku gry zostaje od wtasowany w 5 wierzchnich kart talii rynku. Podczas jego uzupełniania istnieje coraz większa szansa, że złobot się pojawi i zacznie polować. A robi to następująco. ‘Aktywuje’ karty wrogów, które są odsłonięte na rynku, następnie 'pobiera' z talii rynku taką ilość kart jaką ma oznaczoną na karcie. Np. 4. Niszczy wszystkie wylosowane karty z wyjątkiem kart lokacji i wrogów, które rozpatruje i po zagraniu zwraca na spód talii.
Naszym zadaniem jest takie zagrywanie kart, aby przygotować się ostateczną rozgrywkę i zezłomowanie terminatora. W grze nie ma obowiązku zagrania wszystkich dociągniętych na rękę kart co tylko ułatwia planowanie. Kiedy już jesteśmy dość pewni, że nasza talia jest mocna możemy odwrócić sytuację i zacząć polować na robota. Polować, ponieważ istnieją możliwości cofnięcia go do talii czy to poprzez kartę wroga czy naszą ucieczkę. Drugie rozwiązanie działa następująco: zdejmujemy z terminatora wszystkie znaczniki obrażeń, wtasowujemy go w taką ilość wierzchnich kart tali rynku, ile tych obrażeń było. I taki stosik wraca na wierzch talii rynku. Podczas uzupełniania rynku do min 4 kart mamy obowiązek dołożenia min. 1 dodatkowej karty. Ale tylko gdy terminator na nas poluje. Jeśli jest wciąż w talii, możemy dobierać do rynku do momentu, gdy się pojawi. Wtedy przerywamy uzupełnianie i przechodzimy do walki.
Karty fajnie się kombują, można nieźle kontrolować swoją rękę i talię. Smaczku dodaje też push your luck. Szczególnie podczas tworzenia talii, gdzie ta jest jeszcze słaba a w stosie czai się już terminator.
Gra jest zapakowana w sprytne małe pudełko na magnes co jest miłą odmianą od standardowego "kwadratu" z deklem. W środku jest mała plastikowa wypraska, która mieści ok. 220 kart i garść znaczników ran. Niestety, zakoszulkowanie spowoduje niedomykanie pudełka, sytuacji nie poprawi też usunięcie wypraski. Jakość kart jest porządna, są dość elastyczne, ale mogłyby być ciut grubsze.
Powiem szczerze, że nie miałem wielkich oczekiwań co to tego tytułu. Wyglądał średnio (wszystkie karty to kadry z filmu. A to mnie drażni w grach), jak zrobiony na szybkości tie-in dla nadchodzącego filmu. Ale mnie zaskoczył... I wróci na stół nie raz i nie dwa.


