PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika morfeuszthebat

obrazek
Star Wars: Armada – Hammerhead Corvettes
Dwa w jednym...,
Korwety Hammerhead to jak dotąd pierwsze i jedyne rozszerzenie do Armady, zawierające dwa samodzielne statki - niby transportowce także są dwa, ale jednak nie sposób wystawić ich oddzielnie.

Niniejsze korwety pojawiły się zarówno w serialu Rebelianci (skąd zaczerpnięto wygląd modeli), jak i w Łotrze 1. Występują także w legendarnym kanonie, choć w zupełnie innej erze.
Dzięki wprowadzeniu korwet, możliwe jest odtworzenie całej floty rebeliantów ze wspomnianego serialu - należy dodać Phoenix Home oraz 2-3 CR90, oczywiście Ducha i proszę :) oczywiście jak kto lubi, acz muszę przyznać, że podoba mi się taki zabieg.

Korwety posiadają dwa warianty: rakietowy (z czarnymi kościami ataku) oraz zwiadowczy (czerwone i niebieskie). Zarówno kosztem jak i częścią statystyk przypominają CR90, jednakże przegrywają z nimi osłonami i zwrotnością (zresztą prawidłowo i zgodnie z rzeczywistością gwiezdnowojenną). Cieszy fakt, że dodano przynajmniej namiastkę taranowania.

Główną rzecz, którą mam do zarzucenia, to cena. Mimo że otrzymujemy dwie jednostki, jednakże są one małe a cena przekracza dwukrotność np. CR90 i jest niemal identyczna, co najdroższych rozszerzeń, zawierających kolosy jak ISD. Jeśli byłaby te z 10% przynajmniej niższa, postawiłbym oczko wyżej (na marginesie - cena była niższa; dlaczego podskoczyła??).

Podsumowując, warto, ale jeśli nie musisz na już kompletować floty Rebelii, poczekaj na obniżki.


obrazek
Star Wars: Armada – Imperial Light Carrier Expansion Pack
Nie taki lekki lotniskowiec,
Lotniskowiec typu Quasar Fire pojawił się po raz pierwszy w książce "Pakt na Bakurze", gdzie pełnił funkcję flagowej jednostki floty Sojuszu wysłanej w odpowiedzi na pomoc z planety Bakura, która została najechana przez rasę Ssi-Ruuvi. Niedawno został przywrócony w nowym kanonie przez twórców serialu Rebelianci, z którego garściami czerpie FFG przy tworzeniu kolejnych rozszerzeń do Armady oraz X-Winga (oczywiście, licencja licencją, ale trzeba też przyznać, że jest z czego czerpać).
Oryginalnie ten lotniskowiec nic wspólnego z Imperium nie miał. W serialu zostało to zmienione, ale cieszę się, że zachowano charakter oryginału, jedynie zmieniając delikatnie kształt (na plus) i uzbrojenie (jest troszkę mocniejsze).

I tak, jak to na lotniskowiec przystało, i w grze pełni on taką rolę. I to jak! Dwukrotnie więcej punktów eskadry niż Gladiator, jeden punkt więcej niż Victory. Lubisz zalewać przeciwnika myśliwcami? Koniecznie musisz mieć przynajmniej jednego Quasar Fire w swojej flocie! Oczywiście zostało to skompensowane dość słabym uzbrojeniem, bardzo podobnym do fregaty Nebulon-B, ale coś za coś.

Lotniskowiec, co mnie trochę zaskoczyło, umieszczono na średniej podstawce. Tu akurat spodziewałem się małej, zwłaszcza, że aż tak duży ten okręt nie był, ale co tam. Wygląda świetnie, jak zwykle FFG postarało się o najmniejsze detale.

Podsumowując - brać i grać! :)


obrazek
Star Wars: Armada Interdictor Expansion Pack
Zawód...,
Interdictor to imperialny przedstawiciel 4 fali dodatków do Armady. Jak tylko zobaczyłem zapowiedź, bardzo się ucieszyłem na myśl o tym, że twórcy wciąż czerpią z dorobku klasycznego kanonu (obecnie tzw. Legend). Po zakupie niestety spotkało mnie rozczarowanie…

Proszę wybaczyć, ale jestem fanem SW od 20 lat a szczególnie upodobałem sobie pojazdy kosmiczne. Pod nazwą Interdictor, oryginalnie kryje się właściwie cała gama jednostek, które wyposażone zostały w generatory grawitacyjne. Najsłynniejszym z nich był (i od niego wszystko się zaczęło) był zwany po prostu krążownikiem klasy Interdictor Immobilizer 418 mierzący 600m długości. Była to jednostka specjalistyczna, raczej niezdolna do samotnych operacji w uwagi na lekkie uzbrojenie i niewielką przestrzeń hangarową. Potężniejszą i późniejszą jednostką był niszczyciel klasy Interdictor, czyli taki Interdictor tylko że na bazie ISD (1600m długości).

W zapowiedzi wyraźnie zostało wspomniane, że Interdictora ustawiono na średniej podstawce. Jednakże po zakupie i zestawieniu z innymi modeli, góruje on nad Niszczycielem Victory (oryginalnie 900m) i niemal dorównuje ISD. Po poszukiwaniach okazało się (jako że też sam wygląd Interdictora trochę różnił się od klasycznego), że twórcy bardzo dokładnie przenieśli Interdictora z serialu Rebelianci (dużo bliższy niszczycielowi zamiast krążownikowi), zamiast wzorować się na oryginale. Owszem, został wykonany perfekcyjnie i aż miło popatrzeć na detale, ale…

Oczywiście, nie wiem na ile wpływ miała licencja, ale ja jestem zawiedziony. Spodziewałem się jednostki pomiędzy Gladiatorem a Victory, siłą ognia mogącą co najwyżej dorównać Fregacie Szturmowej, ale nic poza tym. Tymczasem mamy kolejnego kolosa Imperium, który jest w stanie stanąć w szranki może nawet i z Home One.

Zatem jeśli komuś powyższe nie przeszkadza, śmiało proszę dodać dwa oczka do oceny.


obrazek
Star Wars: Armada Liberty Expansion Pack
Kolejny piękny Mon Cal :),
Liberty to już trzecia jednostka kalamariańska w Armadzie. I naprawdę nie mogę się powstrzymać od zachwytu po prostu na nią patrząc! Fantasy Flight znalazło taki sposób wymodelowania krążowników Mon Calamari, do którego nawet nie udało się zbliżyć poprzednim firmom / producentom, zarówno gier bitewnych jak i serii modelowych. Prawda, są one niezwykle trudne, bo zawierają mnóstwo detali na kadłubie, ale efekt kolejny raz pozytywnie przeszedł moje oczekiwania.

Sam model oczywiście został postawiony na dużej podstawce, przez co jest trzecim takim okrętem a drugim we flocie Sojuszu (co prawda tu wkrada się pewna dysproporcja, przecież to zawsze Imperium górowało dużymi jednostkami, ale jakoś mi nie przeszkadza). I zgodnie z zapowiedziami, atakiem dziobowym ustępuje wyłącznie ISD i to niewiele (1 kostkę). Stanowi więc olbrzymie (we wszystkich znaczeniach) wsparcie floty Sojuszu.

Podsumowując, jak dla mnie zdecydowanie warto nawet dla uszanowania pracy twórców dla tak dokładnego i pięknego modelu.


obrazek
Star Wars Armada - Lekki krążownik Imperium
:),
Lekki krążownik Imperium, znany bardziej jako krążownik typu Arquitens, to kolejna jednostka we flocie Imperium na małej podstawce. Jednostka miała swoją „premierę” w serialu animowanym Wojny Klonów, przeszła jednak do nowego kanonu Gwiezdno-Wojennego Disney’a a także została wielokrotnie pokazana w serialu Rebelianci.

Wielkościowo model oddano idealnie. Większy od Raidera, mniejszy od Gladiatora, ale także minimalnie od Pelty. Jedynie może dla jeszcze lepszego efektu byłoby, gdyby model uwzględniał boczne lufy dział – są widoczne w kazamatach, ale jakby wystawały… z drugiej strony pewnie szybko by się ułamały. Niemniej lekki krążownik jest naprawdę lekkim krążownikiem i niczego w nim nie przesadzono, także pod kątem uzbrojenia. Po dwie kości ataku na przód i tył, po trzy na boki (typy zależne od wybranego wariantu – zwykły lub dowodzenia).

I tu właśnie jest dobre pytanie – czy Imperium naprawdę potrzebuje małego krążownika dowodzenia? Sojusz – tak, dlatego Phoenix Home jest istotnym elementem. Ale Arquitens? Ok, pełnił taką rolę nieraz, zarówno w serialach jak i komiksach. Acz na ile to będzie wykorzystane w grze?

Tak czy inaczej, dodają naprawdę bardzo przystępną ceną (blister, nie pudełko), zdecydowanie warto wzbogacić swoją flotę o tę jednostkę.


obrazek
Star Wars Armada - Phoenix Home
Mała jednostka flagowa Sojuszu,
Phoenix Home to zmodyfikowana fregata klasy Pelta, jeszcze z czasów Wojen Klonów. Służy jako jednostka flagowa Sojuszu w serialu Star Wars: Rebelianci. To nie pierwsza i nie ostatnia inspiracja serialem, acz wygląda mi na to, że staje się on jedynym źródłem dla kolejnych rozszerzeń do gry.

Tyle wstępu a jak prezentuje się zestaw. Otóż sam model jak dla mnie został idealnie wymierzony porównując do pozostałych jednostek: zdecydowanie większy niż korweta koreliańska, masywniejszy, ale przegrywający niewiele o długość z Nebulonem-B oraz z MC-30. Wszystkie działa zostały wyraźnie zaznaczone, ale nie na tyle by obawiać się ich urwania przez przypadek czy podczas transportu. Jak zawsze model został wykonany bardzo szczegółowo, acz ja osobiście (chyba że trafiłem na taki egzemplarz) doszukałem się niedopracowania w nadbudówce oraz tuż za nią. Wydaje mi się, jakby zabrakło końcowego wymodelowania / wygładzenia. Acz to drobiazgi.

Co do funkcji Phoenix Home, to jest to jednostka flagowa / dowodzenia. Stanowi więc po stronie Sojuszu drugą po Home One, ale co istotniejsze, mniejszą i tańszą. A to prowadzi do nowych możliwości taktycznych i budowania floty składającej się z mniejszych jednostek, ale z jedną dowodzącą.

Podsumowując, wraz z przyzwoitą ceną, rozszerzenie zdecydowania warto polecić wszystkich graczom.


obrazek
X-Wing - Duch
Dopracowany,
"Duch" / "Ghost" pojawił się oryginalnie w serialu animowanym Rebelianci. Przyznam, że tą wiedzę nabyłem dopiero po zakupie modelu i byłem nim bardzo pozytywnie zaskoczony - po wyjęciu z pudełka absolutnie nie można dopatrzeć się animowanych korzeni! FF kolejny raz zrobiło świetną robotę - model idealnie pasuje do reszty, powiedzmy, wywodzących się z "dorosłych" produkcji.

Trzeba przyznać, że pomijając Tantive IV, GR-75, Raidera i Gozanti (które niezmiennie uważam za osobą klasę w tej grze), to największy stworzony do tej pory model. Jeszcze w zapowiedział, FF chwaliło się nowym typem podstawki, przygotowanej specjalnie z myślą o "Duchu". I faktycznie, jako że już "Sokół Millennium" oraz nawet "Outraider" są dość chwiejne na podstawach, tak ten trzyma się pewniej. Choć nie tak, dobrze, jakby mógł (może to drobna wada akurat mojego egzemplarza, bo cokół podstawy się za bardzo trzymać nie chce). Wykonanie - poziom detali - oczywiście stoi na najwyższym poziomie i "Duch" prezentuje się na półeczce wspaniale.

Jeszcze jedną rzecz trzeba przyznać FF - na to wygląda, że wyciągnęli wnioski po "Wściekłym psie". W zestawie jest drugi, mały model, będący wypuszczanym przez "Ducha" dodatkowym myśliwcem. Na szczęście nie postanowiono używać w tym celu X-winga tudzież innego istniejącego już typu myśliwca w grze i to jest całkowity strzał w dziesiątkę, nawet jeśli cena jest przez to wyższa. Może do pełni szczęścia brakuje, by ten myśliwiec dosłownie mieścił się w "Duchu", ale chyba konstrukcyjnie oba modele mogłyby na tym stracić.

Tak czy inaczej, zdecydowanie polecam ten zestaw :)


obrazek
X-wing - Imperialny transportowiec szturmowy
Kolejny kolos,
Transportowce Gozanti to objawienie ostatnich kilku miesięcy. FF pierwsze stworzyło jego model, najpierw w wersji Imperialnej, a już niedługo pojawi się w wersji szmuglerskiej.

Chyba kwestią czasu było wprowadzenie imperialnej przeciwwagi dla GR-75. Zrobiono to w iście imperialnym stylu, czyli poprzez uzbrojony transportowiec szturmowy, który dodatkowo posiada unikalną możliwość: regularnego wypuszczania myśliwców TIE (różnych rodzajów) podczas starcia. Otwiera to całkowicie nowe możliwości strategiczne po ciemnej stronie.

I właśnie. W pakiecie znajdują się dwa standardowe TIE, choć Gozanti może przenosić ich łącznie cztery. Z jednej strony, to trochę sięganie do portfeli graczy, ale początkowo dwa z pewnością wystarczą, a jako że pasują wszystkie inne TIE, to zapewne dla większości graczy nie będzie problemem dodanie tych dwóch.

Co do wykonania jeszcze dodam, że dla mnie olbrzymim plusem są zdejmowane klamry na myśliwce. Jasne, łatwiej o transport modelu, ale też czasem zwyczajnie wolę go pooglądać bez nich.


obrazek
Star Wars: Armada - Niszczyciel Gwiezdny typu Imperial
Po prostu kolos!,
Tego modelu / okrętu nie mogło zabraknąć w Armadzie. Niszczyciel Gwiezdny klasy Imperial jest jedną z najbardziej charakterystycznych jednostek uniwersum, więc wprowadzenie go do niniejszej gry było jedynie kwestią czasu. Cóż, czekać było warto.

Model wykonano jak niemal każdy produkcji FF z dbałością o szczegóły. Liczy ponad 20 cm długości i jest zdecydowanie największą jednostką w Armadzie (osobiście mam cichą nadzieję, że nią pozostanie), dominuje nad niszczycielem klasy Victory, jednak są one całkiem dobrze przeskalowane (oryginalnie 900m i 1600m). Po prostu sam model jest przepiękny i warto go mieć nawet po to, by postawić na półce.

W grze to pierwsza duża jednostka dla Imperium (i druga obok Home One). Dysponuje niesamowicie mocnym atakiem dziobowym jak i wieloma różnym ciekawymi kartami rozszerzeń. Krótko pisząc to zabójczy kolos, jakimi były ISD.

Podsumowując, mimo że to najdroższa jednostka w Armadzie, nie może jej zabraknąć w żadnej flocie. Warto!!


obrazek
Star Wars: Armada - Imperialna korweta typu Raider
Mały, ale fajny :),
Korweta typu Raider znalazła się w Armadzie zaraz po premierze w X-wingu. Pełni tu właściwie bardzo podobną rolę, czyli stanowi przeciwwagę dla korwety koreliańskiej niemal pod każdym względem.

Jeśli chodzi o sam model, to został od wykonany porządnie. W przeciwieństwie do swojego dużego brata z X-winga, ma pomalowane silniki (wreszcie! można było, FF? czemu nie wcześniej??). Dla mnie jedna rzecz na drobny minus - działa na kadłubie. Wiem, że to mały model, ale w korwetach jakoś udało się dobrze zaznaczyć wszystkie wieżyczki, tu są one ledwo zaznaczone.

Podsumowując, korweta typu Raider to szybki, mały, ale dysponuje całkiem mocnym atakiem okręt imperialny. Dokładając do tego niską cenę, nie ma co się zastanawiać :)


obrazek
Star Wars: Armada - Fregata MC30c
Armadowy rekin,
Fantasy Flight kolejny raz sięgnęło do gry PC Star Wars: Empire at War i zaczerpnęło stamtąd jednostkę - tym razem fregatę Mon Calamari typu MC30. To druga obok Home One jednostka z rodzimej planety Admirała Ackbara, mniejsza (generalnie w standardzie gry to jednostka mała, nie średnia), ale za to naprawdę zabójcza. Posiada jeden z najmocniejszych jak nie najmocniejszy atak burtowy, do tego mamy ją w grze w dwóch typach: jako okręt zwiadowczy oraz torpedowy. Pierwszy stanowi zdecydowanie mocniejszą wersję Nebulona-B, drugi jest wyjątkowym, tylko dla MC30, typem.

Jako model, prezentuje się wspaniale. Wielkie brawa dla FF za naprawdę udane projekty wszystkich modeli, ale tym Calamariańskim jakoś do tej pory niezbyt się wiodło. Tutaj został on odtworzony naprawdę pięknie i zadbaniem o szczegóły. Długością niemal dorównuje niszczycielowi klasy Victory. Jedyne do czego bym się przyczepił, to umiejscowienie łączenie podstawki. Naprawdę nie wiem, dlaczego jest w tym miejscu, jako że sam środek modelu byłby naprawdę bardziej oczywisty. Przez to mam delikatne wrażenie zaburzenia proporcji modelu po zdjęciu go z podstawki (chyba że ja trafiłem na model, który ma ją gdzie indziej niż na zdjęciu widocznym powyżej).

Tak czy inaczej, według mnie to prawdziwy Must Have! dla Armady. Warto!!


obrazek
Star Wars: Armada - Home One (wersja polska)
Taki powinien być Home One!!,
Przyznam szczerze, że na ten model czekałem i z niecierpliwieniem i z pewnymi obawami (choć jak tylko zobaczyłem Fregatę Szturmową Mk.II, to trochę się uspokoiłem). Dlaczego? Prawda jest taka, że jednostkom (w sensie modelom) ze stoczni Mon Calamari się zdecydowanie nie wiedzie za dobrze. Spora część z nich była wykonana po prostu brzydko (ach ten Home One ze Starship Battles...), ale na szczęście Fantasy Flight przywróciło odpowiedni poziom.

Model jest PRZEPIĘKNY!!! Odtworzono go z dbałością o najmniejsze detale, a dokładając jego wielkość, naprawdę będzie ozdobą każdej kolekcji fana Star Wars. W grze to największa jak dotąd jednostka rebeliancka, i raczej tak pozostanie. No i pierwsza jednostka "duża" (dla przypomnienia, Fregata Szturmowa Mk.II jest średnia), mająca stanowić przeciwwagę dla Niszczyciela klasy Imperial.

Ale mimo że zachwycam się modelem, są pewne drobiazgi w modelu gry. Otóż dostajemy tu MC80 w wersji okrętu dowodzenia oraz okrętu szturmowego, natomiast Home One figuruje tylko jako jedna z kart. Osobiście liczyłem na rozwiązanie takie, że jedną stroną będzie sam Home One a drugą zwykły MC80 (to już zboczenie fana; ale po prostu Home One był jednostką bardzo różniącą się od typowych krążowników MC80, choćby tym że był dwukrotnie większy). Do tego kolejną kartą jest Defiance / Opór, który to był jednostką flagową Admirała Ackbara po Home One i był już zupełnie innym typem okrętu.

Mimo wszystko, ten model jest tak piękny, że warto dla niego samego kupić to rozszerzenie. Polecam!


obrazek
X-Wing: Zestaw dodatkowy HWK-290
Małe jest piękne!,
Nie wiem, jak Was, ale mnie zachwycił ten model jak tylko zwróciłem na niego uwagę. Nawet nie jestem w stanie dokładnie napisać dlaczego, ale bardzo mi się podoba. I co najważniejsze, po wyjęciu z pudełka jest jeszcze lepiej!

Rozmiarami HWK-290 znajduje się tak mniej więcej pomiędzy X-wingiem a K-wingiem. Nad pierwszym dominuje, do drugiego jednak mu trochę brakuje. Nie jest specjalnie mocną jednostką w grze ani nie daje jakiś specjalnie ważnych dodatków, niemniej jako sam model moim zdaniem prezentuje się cudowanie!

FF po raz kolejny z dbałością o najmniejsze szczegóły odwzorowało model ze Star Wars. Świetnie odtworzone proporcje oraz wieżyczka, do tego silniki delikatnie skośne. Projektantom naprawdę należą się brawa.

Myślę, że każdy fan gier Dark Forces i Jedi Knight powinien mieć go w swojej kolekcji, zwłaszcza że jest to jeden z najtańszych modeli w X-wingu.


obrazek
X-Wing: Zestaw dodatkowy Sokół Millenium
Dobrze, ale...,
Postanowiłem skusić się na kolejny model z X-winga. A zachęcony przychylnymi opiniami no i oczywiście samym Sokołem, bardzo długo się nie zastanawiałem. Nie żałuję, ale jednak...

Muszę przyznać, że Sokół Millennium to niewątpliwie jeden z największych modeli w grze (oczywiście obok Tantive IV, GR-75 i Raidera), który zdecydowanie dominuje na planszy. Wykonany został, zresztą jak pozostałe jednostki, z dbałością o szczegóły. Mnie osobiście zachwycają wreszcie porządnie odwzorowane wieżyczki dział laserowych, z których każda pojedyncza lufa jest widoczna. Super! Do tego odpowiednie proporcje i naprawdę FF wyszedł jeden z bardziej udanych modeli.

Jednak jest też druga strona. Po pierwsze, w czym zgadzam się w pełni z drugą recenzją, podstawka jest niezbyt pewna i model może się trochę chybotać. Warto byłoby zaprojektować pewniejsze mocowanie. Druga sprawa to ogólne malowanie Sokoła. Szczerze powiedziawszy, im dłużej na nie patrzę, tym bardziej kiczowate mi się ono wydaje. A już w ogóle tragedią są silniki, które zamiast błękitu wypełnia szarość! Dlaczego producent usilnie nie chce malować silników? Nie wiem, naprawdę, zwłaszcza że problem nie dotyczy wszystkich modeli.
Trzecia sprawa to ogólne wrażenie jakie robi model - trzymając go w rękach mam wrażenie jednak budżetowości, spowodowaną według mnie głównie przez to, że model jest pusty w środku. Nie wiem, czy to była decyzja związana z mocowaniem, ale naprawdę trochę mniejszy od niego YT-2400 jest naprawdę sporo cięższy.

Tak czy inaczej, Sokół Millennium jest jedną z najpotężniejszych jednostek w grze i co jak co jednym z najlepiej wykonanych modeli, jakie można dostać. Zatem i tak polecam!


obrazek
X-Wing: Zestaw dodatkowy StarViper
Mocny i wyjątkowy,
StarViper to jeden z niewielu modeli zaprojektowanych pionowo - podobnie jak B-wing, Slave 1 oraz właściwie Lambda. Jest tak samo unikatowy, jak potężny.

Mnie skusił przede wszystkim świetnym wyglądem. Te wszystkie cztery płaty / skrzydła nadają jednostce bardzo agresywnego wyglądu, zresztą przecież to myśliwiec typowo bojowy. Kolejny raz projektanci z FF stanęli na wysokości zadania i stworzyli cudowny model. Świetnie prezentują się także działa oraz cały korpus modelu. No i jak to także w zwyczaju FF jest, podstawka jest zamocowana bardzo przemyślanie, by nie popsuć wrażenia wizualnego.

A co do samej gry, stanowi on na pewno jedną z najsilniejszych jednostek dostępnych dla trzeciej frakcji - szumowin. Warto!


obrazek
X-Wing: Zestaw dodatkowy K-Wing
Must have!,
K-Wing urzekł mnie przede wszystkim oszałamiającym wyglądem. Te wszystkie detale w postaci wieżyczek laserowych, torped, rakiet i innych węzłów uzbrojenia a także niemała rozpiętość skrzydeł czynią z niniejszego modelu prawdziwą ozdobę kolekcji lub półki. Dominuje wielkością nad zwykłymi myśliwcami, ustępuje niewiele statkom takim jak YT-2400 czy Sokół Millenium.

Do tego, jeśli się nie mylę, wnosi do gry zupełnie nowy manewr, dzięki któremu starcia w grze nabiorą innego wymiaru, nie mówiąc już o wspomnianej imponującej liczbie dostępnego uzbrojenia.

Dokładając do tego naprawdę bardzo przystępną ceną za ten zestaw, do którego nie mam właściwie żadnych uwag, zdecydowanie polecam wszystkim zainteresowanym. To według mnie prawdziwy must have gry X-wing!!


obrazek
X-Wing: Zestaw dodatkowy Wściekły Pies
Nieźle, ale...,
Sam model pojazdu Bosska Wściekły pies (org. Hound\'s tooth) prezentuje się pod paroma względami naprawdę bardzo dobrze. Przede wszystkim wyróżnia się na tle innych kolorystyką (brąz z elementami szarości i przygaszonej czerwieni) a także rozmiarem. Jest to największa jednostka VII fali a także jedna z największych dużych (nie licząc olbrzymów GR-75, Tantive IV i Raidera). Sam model jest wykonany jak pozostałe z dbałością o detale, choć jego malowanie miejscami wydaje mi się tandetne. Niemniej mimo to nie żałuję zakupu, bo prezentuje się w rzeczywistości ładnie.

Jednak od strony samej gry i zestawu można więcej ponarzekać. Najciekawszą i specjalną zdolnością Wściekłego psa jest to, że po jego zniszczeniu w grze można wystawić mniejszy statek - Szczeniaka Nashtah - którym dalej można prowadzić zmagania. Z tym że w tej roli można wystawić tylko Z-95 Headhuntera.
Po pierwsze nie jest on dołączony do zestawu, co tak naprawdę w pewien sposób wymusza kolejny zakup. A po drugie nie lepiej by już było wykonać unikatowy, niewielki bo niewielki, ale jednak osobny model? Moim zdaniem zestaw nabrałby znacznie na atrakcyjności, nawet jak przez to wzrosłaby trochę cena.

Zatem model jak najbardziej udany, choć zestaw powinien być pełniejszy. Stąd 3 gwiazdki oceny.


obrazek
X-wing YT-2400
Udany model!,
YT-2400 chyba nie mogło zabraknąć w takiej grze. Model statku wykonany jest dokładnie i naprawdę cieszy oko. Zresztą podobnie jak sam kształt frachtowca, który jest bardzo interesujący. Zadbano o szczegóły, zwłaszcza półotwarte części poszycia czy odpowiednie wielkości wieżyczek laserowych. Jedynie do czego bym się przyczepił to silniki - nie jestem pewien, czy to był pojedynczy prostokątny wylot; chyba raczej potrójny i okrągły. No i właściwie ruchome działka też by nie zaszkodziły.
To jedna z dużych jednostek w grze (pomijając olbrzymią korwetę Raider, Tantive IV oraz transportowiec rebeliancki) i jej wielkość widać zestawiając z przecież nie tak małymi standardowymi myśliwcami. W grze stanowi mocne wsparcie floty. Dokładając przystępną cenę, naprawdę warto!


obrazek
X-wing: Zestaw dodatkowy Imperialna korweta typu Raider
Imperialny kolos,
Korweta Raider to trzeci z olbrzymich modeli do X-Winga, ale pierwszy dla strony Imperialnej (ale nie ostatni...). Wielkością dorównuje Tantive IV, dla którego stanowi przeciwwagę.

Model po wyjęciu z pudełka jest po prostu oszałamiający!! Kolorystyką idealnie odpowiada Imperialnym jednostkom (ciemno i jasno szare barwy). Pięknie wyglądają wysunięte wieżyczki dział laserowych (a jest ich sześć) a jeszcze lepiej trzy płaty paneli, podobnych jak te u TIE fighterów!! Są dość delikatne, ale bardzo przemyślanie zostały zamocowane i wzmocnione (generalnie zostały zrobione z miękkiego plastiku, zatem są znacznie wytrzymalsze na ewentualne uszkodzenia). Jedyne co psuje niemal idealny model jest wylot silnika. Jest on po prostu jednolitym, czarnym, okrągłym plastikiem. Przydałoby się zwyczajnie pomalować wnętrze na np. jasny błękit. A tak pozostaje naprawdę spory niesmak.

W przeciwieństwie do Tantive IV w zestawie znalazł się też TIE Advanced, tylko w zmodyfikowanym malowaniu. Miły aspekt, ale szczerze niezbyt przydatny a z pewnością podniósł znacząco cenę (która i tak nie byłaby niska...). Do tego jak można by się spodziewać mnóstwo kart i żetonów.

Generalnie model może być ozdobą każdej kolekcji i półki - oczywiście musi być ona odpowiedniej wielkości, by go zmieścić. Zakup mnie nie zawiódł i jeśli tylko jesteś fanem SW i masz wolne środki - polecam!!


obrazek
X-Wing: Rebeliancki Transportowiec
Piękny model,
Zestaw dodatkowy \"Rebeliancki transportowiec\" to jeden z dwóch pierwszych, ale nie ostatnich, dużych rozszerzeń i modeli do X-Winga. Zawiera model transportowca Gallofree GR-75 a do tego w zestawie znajdziemy myśliwiec typu X.

Jako że ja przede wszystkim kupuję dla modeli, skupię się na ich wykonaniu. A pod tym względem jest naprawdę super! Zaraz po wyjęciu z pudełka zaskoczyła mnie masa transportowca - to nie jest pusta wytłoczka (jak w pewnych miejscach odczuwa się przy Tantive IV), model czuć w dłoniach. To z pewnością zasługa pojedynczo mocowanych kontenerów, których jest całkiem sporo. Do tego naprawdę drobiazgowo odtworzone poszycie / kadłub i otrzymujemy jeden z najpiękniejszych modeli GR-75 w ogóle i to nie mały, bo mający 23 cm długości.

Do tego mamy jeszcze X-Winga, wiele unikatowych kart i z pewnością przydatne żetony. Całościowo według mnie zestaw wart ceny.


obrazek
X-Wing: Tantive IV
Mogło być lepiej,
Tak naprawdę długo się zastanawiałem, czy dać 3 czy 4 gwiazdki - zatem najlepiej będzie 3,5. A krótko dlaczego tak uważam.

Mnie interesował przede wszystkim sam model Tantive IV, dla którego kupiłem cały dodatek. Model jest naprawdę duży (33 cm długości) i odtworzony ze szczegółami. Jednak wydaje mi się, że kadłub pomiędzy silnikami a przednią częścią jest niepotrzebnie wydłużony. Do tego wieżyczki z działami choć fajnie, że są obrotowe, to jednak łatwo wypadają oraz ja trafiłem na egzemplarz, w którym jedna z nich jest po prostu krzywa. A ponadto są chyba zbyt wysokie w stosunku do całości okrętu.
I nie da się ukryć, że model w środku jest po prostu pusty. Silniki przeważają, choć podstawki stabilnie utrzymują model.

Podobno zestaw kart jest bardzo unikatowy i jedna z nich jest szczególnie cenna dla graczy. I to chyba jest najważniejszy powód, dla którego można sięgnąć po ten zestaw. Choć za taką cenę można wymagać więcej.


obrazek
Star Wars: Armada Gladiator-class Star Destroyer
Świetny!,
Niszczyciel klasy Gladiator to pierwsza \"mała\" jednostka we flocie imperialnej. Choć \"mała\" wyłącznie z podstawki (jej rozmiaru i zaszeregowania w systemie), ponieważ sam model naprawdę tylko trochę ustępuje wielkością niszczycielowi klasy Victory. I podejrzewam, że pozostanie on największą jednostką z tych małych właśnie.
Wykonany jest naprawdę bardzo starannie z licznymi detalami, co właściwie cechuje wszystkie jednostki z systemu Armada. Właściwie brakuje mi jedynie pociągnięcia hangarów jakimś jasnoniebieskim kolorem, dzięki czemu byłby bardziej widoczne. Niemniej jest to także pierwszy model tego gwiezdnego niszczyciela w ogóle, za co szczególnie upodobałem sobie niniejszy system (i czekam na kolejne :) ).
Podsumowując, z jednej strony \"małe\" a z drugiej naprawdę spore wsparcie floty w grze i kolejny, piękny model! Polecam!!


obrazek
Star Wars: Armada Assault Frigate Mark II
Potężne wsparcie floty,
Fregata Szturmowa Mk. II to kolejny model, którego nie sposób znaleźć nigdzie indziej. Pojawiła się pierwszy raz w grze komputerowej SW: Empire at War, mnie osobiście jakoś specjalnie nigdy nie zachwycała, aż do teraz.
Model jest wykonany pięknie. Zadbano o liczne detale, jak i o takie drobnostki jak wyprofilowane, łukowate żebro mocujące, tak by jak najmniej ingerować w jednostkę. Proste, acz genialne!! Generalnie jest on całkiem spory a przez kuliste kształty wygląda na naprawdę masywny i potężny.
To pierwsza „średnia” jednostka w grze dla Sojuszu i na pewno stanowi znaczące wzmocnienie floty.
Polecam, bo wart ceny!


obrazek
Star Wars: Armada
Świetne!!,
Na wstępie napiszę, że Gwiezdnymi Wojnami interesuję się od ponad 18 lat, a szczególnie upatrzyłem sobie statki kosmiczne i ich modele. I tak naprawdę to dla nich kupiłem Armadę. Skupię się zatem na samym wydaniu i jakości modeli.

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy zaraz po rozpakowaniu startera, to twarde tworzywo modeli - od razu dodam, że wszystkich - łącznie z małymi myśliwcami!! To spora i prawidłowa zmiana, przede wszystkim w porównaniu do SWM: Starship Battles, gdzie modele oprócz dwóch największych, potrafiły wyginać się niemiłosiernie i niestety bardzo często już takie się kupowało. Do tego od razu wiadomo, jakie modele zawiera rozszerzenie – poprzedni system zakładał losowość.

Druga rzecz to szczegółowość modeli. Zarówno Victory, jak Nebulon i CR90 są odwzorowane dokładnie (np. widać obie lufy wieżyczek korwety). A po złożeniu podstawek wyglądają naprawdę pięknie i wprost warto je postawić na półeczce obok innych modeli. Dodam, że same podstawki są zaprojektowane przemyślanie, choćby z uwagi na zmienną wartość osłon dla jednostek (4 pola) w formie nie tyle co żetonów, co obrotowych wskaźników. Z detali dodam, że modele mają 13, 9 i 6 cm, ale wydają mi się w pełni wystarczające. Doceniam szczególnie fakt, że nie pamiętam by wcześniej nauczyciel klasy Victory był w jakimkolwiek modelu, a przecież w pierwszej fali dodatków są jeszcze dwie tak wydane jednostki (a na drugą falę zapowiadają kolejne).

Pozostałe elementy kartonikowe wyglądają na trwałe (są sztywne i grube), i nie ukrywam, że sporo frajdy sprawiło mi same złożenie całości. Do pełni szczęścia brakuje chyba tylko jakiejś maty do gry (są tylko znaczniki pola), co przy takiej cenie chyba nie stanowiłoby problemu.

Krótko mówiąc, polecam nawet tylko dla samych modeli.