PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika lysypk

obrazek
Sabotażysta
Absolutny must-have,
Co tu dużo ukrywać - sabotażysta to fantastyczna gra. A z dodatkiem - wręcz must have. Za dosłownie parę złotych otrzymujemy niesamowicie regrywalną grę, działającą świetnie właściwie w każdym składzie większym niż cztery osoby.

Warto mieć jednak na uwadze, że nie w każdym gronie Sabotażysta "siądzie". Jest tu wymagany specyficzny rodzaj rozgrywki, dużo gry nad stołem i bycie po prostu podłym. Ukrywanie własnej roli to podstawa sukcesu, a zbyt wczesne odkrycie kim jesteśmy może się dla nas źle skończyć. Ważne jest również to, by dobrze kłamać - czy to o swojej roli, dostępności skarbu czy tożsamości innego gracza. Bez tego nigdy w Sabotażystę nie będziemy dobrze grać.

Osobiście uważam, że dodatek to must-have. Wprowadzenie nowych ról to nie tylko urozmaicenie samej rozgrywki, ale także odciążenie nieco niewdzięcznej roli tytułowego Sabotażysty. W podstawce dość łatwo można było się zorientować że ktoś ma niecne zamiary. W dodatku nie jest już tak prosto, ponieważ niektórym innym rolą również nie zależy, by gracze szybko dokopali się do skarbu.

Podsumowując - Sabotażysta to pozycja wręcz obowiązkowa dla każdego planszówkowego gracza. Nie ma lepszego tytułu do grania na podłej imprezie


obrazek
Pioneer Days
Śliczna,
Pioneer Days urzekła mnie od momentu rozpakowania pudełka. Gra wygląda wprost cudnie! Świetne grafiki na kartach, grube znaczniki, fantastyczne kości... czego chcieć więcej?

Rozgrywka również stoi na wysokim poziomie. Rzucamy koścmi, a następnie każdy z graczy wybiera swoją kość i wykonuję odpowiednią akcję na niej zawartą. W założeniach bardzo proste. W praktyce niekoniecznie. Musimy się zastanowić nad każdym wyborem, ponieważ poszczególne rezultaty na kościach potrafią naprawdę potężnie "skombić" z posiadanymi przez nas kartami czy żetonami przedmiotów. Musimy również zwracać uwagę na potencjalne zagrożenia, na które możemy natrafić podczas rozgrywki w Pioneer Days. Bandyci czy susza potrafią uprzykrzyć życie, jednak przy odrobinie pomyślunku większość przeciwności będzie nam niestraszna.

Nie mogę również nie zauważyć, że sama rozgrywka jest naprawdę szybka i dynamiczna. Większość partii możemy skończyć w godzinę-półtorej.

Ciężko to określić, ale rozgrywka w Pioneer Days jest bardzo... relaksująca. Autentycznie odpoczywałem od innych ciężkich mózgotrzepów przy tym tyle. Od siebie bardzo polecam!


obrazek
God of War The Card Game
Niewykorzystany potencjał,
Karciany God of War mógł być kapitalną grą... ale niestety nią nie jest. Zacznijmy od dobrych stron. Mechanika scen (czyli planszy, na której walczymy) jest świetna. Ma się wręcz wrażenie walki ze sztuczną inteligencją. Sytuacja na stole dynamicznie się zmienia, ale nie ma wrażenia "przesadnej losowości".

Druga sprawa - widać spore zróżnicowanie postaci, każdą gra się inaczej, każda ma swoją rolę w drużynie.

Trzecia rzecz - grafiki scen - są kapitalne. Tak samo postaci - wyglądają bardzo dobrze.

Czwarta rzecz - poziom trudności. God of War nie jest może przesadnie trudny, ale do najłatwiejszych również nie należy. Planowanie kolejnych ruchów jest bardzo ważne. Nie da się jednak nie zauważyć, że zwykle za drugim podejściem do danej sceny jest już zdecydowanie łatwiej niż za pierwszym.

Neutralnie oceniam regrywalność. Samych scen jest w grze 10, z czego 3 przechodzimy za jednym podejściem (o ile nie polegniemy w boju). Z jednej strony zabawy jest na 12h, z drugiej... aż się prosi o więcej scenariuszy.

Minusy widzę dwa, ale za to duże. Oba tyczą się kart, którymi gramy. Są one w większości zupełnie nieciekawe, zarówno mechanicznie, jak i graficznie. Konkurencyjne deckbuildingi kuszą nas kapitalnymi grafikami, tutaj mamy białą cyferkę bądź kolorowy symbol na czarnym tle... i to tyle. Bieda okrutna. Mechanicznie 90% kart to +3 do wyniku bądź symbol. Niemal nie ma tu miejsca na ciekawe kombosy. Szkoda, bo jednak to jest sedno rozgrywki.

Podsumowując - mógł być hit, a wyszła średniawka. Ode mnie 6/10


obrazek
Call to Adventure
Bardzo przyjemne zaskoczenie,
Po Call to Adventure nie oczekiwałem zbyt wiele. Ot prosty set collector. I faktycznie to właśnie dostałem. ALE gra wręcz fenomenalnie buduje wrażenie tworzenia własnego bohatera. Karty składają się na naprawdę fajną historię.

Dużym plusem jest też to, że możemy grać zarówno w trybie versus, jak i w kooperacji z innymi graczami. Istnieje również możliwość gry solo.

Jednak tym, co najbardziej wyróżnia Call to Adventure są grafiki. FENOMENALNE to mało powiedziane. Pod względem graficznym to chyba najładniejsza planszówka, w jaką miałem okazję grać. Nawet Scythe pozostaje daleko w tyle.

Rozgrywka jest bardzo szybka, zwykle trwa w okolicy 30-40 minut.

Podsumowując - jeśli szukasz prostej (ale nie prostackiej), szybkiej gierki, która przy okazji będzie miała choć odrobinę klimatu, to Call to Adventure jest świetną propozycją. Dziwię się, że żaden z polskich wydawców nie zainteresował się tym tytułem. Ja polecam, to jest naprawdę dobry tytuł.


obrazek
Ceylon
Bardzo dobra gra,
Na Ceylon trafiłem zupełnym przypadkiem, poszukując ciekawych tematów w grach planszowych. Naszym celem jest tu... rozwinięcie biznesu herbacianego.

Przede wszystkim rzuca się w oczy bardzo ładne wykonanie, choć trochę zawiodłem się na ilości komponentów - pudło ma bardzo dużo niewykorzystanej przestrzeni. Na szczęście nie możemy narzekać na poszczególne elementy. Jest ładnie i poprawnie jakościowo.

Sama rozgrywka jest banalnie prosta - po prostu zagrywamy kartę i wykonujemy jedną z kilku akcji na niej przedstawionej. Jednak mamy tu ciekawy twist - pozostali gracze mogą wykonać akcję, której nie wybraliśmy. Dzięki temu nikt się nie nudzi podczas tury innego gracza.

Właściwie widzę tylko dwa problemy z Ceylonem, choć niewielkie. Po pierwsze - zawsze będzie więcej akcji, które chcemy zrobić, niż możemy. Krótka kołderka potrafi doskwierać. Drugim problemem jest pewna losowość kart oraz kafli celów. Z jednej strony możemy trafić na karty z akcjami, które nas nie interesują, z drugiej - na cele, które nie dadzą nam zbyt wiele punktów na koniec gry.

Podsumowując - mimo pewnych wad Ceylon to naprawdę dobra gra, którą warto się zainteresować. Dość prosta, w miarę szybka, z ciekawą mechaniką kart... czego chcieć więcej?


obrazek
Ars Alchimia
Kieszonkowy workerplacement,
Ars Alchimia jest grą dość nietypową. Przede wszystkim rzuca się w oczy wykonanie. Gra mieści się w naprawdę niewielkim pudełku, rozmiarów znanych raczej z prostych, małych karcianek w cenach 30-60zł. Niech nikogo to jednak nie zmyli, w środku znajduje się pełnoprawna gra!

Mamy więc planszę, stertę kart oraz pionki i planszetki graczy. Ba, znalazło się nawet miejsce na woreczki strunowe od wydawcy. To naprawdę robi wrażenie.

Same zasady gry są bardzo proste, mieszczą się na zaledwie 4 stronicowej instrukcji. Ars Alchimia to właściwie standardowy workerplacement, który ma jednak kilka twistów. Przede wszystkim nie mamy tu zajmowania miejsc, które zostało zastąpione przebijaniem przeciwników większą ilością pracowników. Bardzo proste, ale bardzo przyjemne rozwiązanie. Drugą zmianą są... kości. Nie wpływają one może drastycznie na grę, ale fanom euro mogą się nie spodobać. Trzecia rzecz to trudność w pełnej kontroli nad rozgrywką - sytuacja na stole zmienia się co rundę, ponieważ ciągle wymieniamy karty, które są w grze.

Podsumowując - Ars Alchimia to niezła gra, można nawet powiedzieć, że dobra. Ale na pewno nie wybitna. Bardzo dużo zyskuje w moich oczach ze względu na "mobilność" i łatwość w wytłumaczeniu/rozłożeniu. Jeśli jednak mam czas i miejsce, to prawdopodobnie rozłożę inną grę tego gatunku


obrazek
Megaland
Push your luck,
Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać po Megaland. Okazało się, że jest to bardzo prosta gra z mechaniką push you luck w lekkiej gamingowej tematyce. Jako gracze decydujemy jak bardzo chcemy zagłębić się w kolejne poziomy gry. Każdy następny poziom to kolejna nagroda, jednak ryzykujemy utratą wszystkich uzyskanych do tej pory dóbr, jeśli zostaniemy pokonani.

Nasze dobra, pozyskane podczas "gry", możemy później przeznaczyć na usprawnienia naszego bohatera (czyli dokupienie mu kolejnego życia) lub zainwestować w budynki, co ostatecznie pozwoli nam przybliżyć się do zwycięstwa.

Wrażenia? Gra jest naprawdę bardzo prosta. Na tyle, że prawdopodobnie bardziej nadaje się do grania z nowymi ludźmi lub z dziećmi, niż dla zatwardziałych planszówkowiczów. Decyzji podejmujemy niewiele, nie są one skomplikowane, a sama rozgrywka również nie trwa zbyt długo. Ot lajtowy tytuł familijny.

Na plus zasługuje natomiast wypraska w grze. Dawno nie spotkałem się z równie przyjemną i funkcjonalną. Bardzo ładnie mieści wszystkie karty, żetony oraz standy. Ba, mamy nawet sporo zapasu.

Warto również odnotować, że pod wypraską znajduje się niespodzianka - są to dodatkowe karty do gry Górą i Dołem.

Miło również, że Megaland nie jest specjalnie zależny językowo. Wprawdzie na kilku kartach znajduje się tekst, ale poszczególne akcje są tak proste, że po jednokrotnym wytłumaczeniu każdy powinien dać sobie radę z tym tytułem.
Podsumowując, jest ok, ale szału nie ma


obrazek
Tyrants of the Underdark
Jedno z lepszych area control,
Area control to mój ulubiony rodzaj gier planszowych i staram się testować wszystko, co się da. Do Tyrantsów podchodziłem trochę jak pies do jeża. Z jednej strony wszyscy chwalili, z drugiej - już raz nadziałem się na połączenie deckbulider-ac pod postacią Mythotopii i zachwycony nie byłem.

Wrażenia? Patrząc na wykonanie - gra jest zdecydowanie za droga. W niewielkim pudełku mamy plansze, planszetki i stertę kart. Figurki są raczej umowne, to zdecydowanie nie jest poziom znany chociażby z gier CMON. Karty jakościowo również nie porywają. Grafiki zaś są... różne. Niektóre wyglądają mega, inne są po prostu ok.

Za to sama gra jest po prostu genialna w swojej prostocie. Zasady są tak banalne, że jesteśmy w stanie wytłumaczyć je praktycznie każdemu. Owszem, jest tu pewna zależność językowa, ale z podstawy angielskiego wystarczają.

Dodatkowo Tyrantsi działają w każdym składzie osobowym. Nawet w dwójkę, co w tym gatunku nie zdarza się aż tak często, jak się ludziom wydaje. Regrywalność również stoi na dobrym poziomie, właściwie każda partia jest inna. A jeśli znudzą nam się zestawy z podstawki to możemy za grosze dokupić dodatek.

Podsumowując - jestem z zakupu bardzo zadowolony, gra raczej na stałe zagości w mojej kolekcji, a uwierzcie mi, to nie lada sztuka.


obrazek
Cosmogenesis
Solidnie, ale bez fajerwerków,
Do zakupu zachęcił mnie temat i naprawdę śliczna okładka. To, co dostałem, to naprawdę przyjemna gra worker placement z bardzo dużym powiązaniem z tematem. Mamy tu więc tworzenie własnego systemu planetarnego, powiększanie ciał niebieskich przez zdarzanie z innymi ciałami czy chociażby sprowadzanie życia na daną planetę za pomocą komet zawierających wodę. Wszystko naprawdę bardzo dobrze trzyma się kupy. Jeśli nie oczekuje się po Cosmogenesis czegoś super wyrafinowanego i nowego to gra potrafi odwdzięczyć się z nawiązką.

Jeśli jednak szukamy nowości... no cóż, zawiedziemy się. Cosmogenesis nie wyróżnia się mechanicznie od dziesiątek innych gier euro na rynku. Nie mamy tu też żadnych większych twistów. Ot solidna gra w ładnym temacie. Nie znajdziemy tu również żadnej negatywnej interakcji poza zajmowaniem wcześniej miejsca na planszy.

Plusem jest to, że gra działa w każdym składzie osobowym (2-4), a sama rozgrywka jest dość płynna i w miarę szybka. Rozgrywka trwa max. 1,5h. Osobiście jestem bardzo zadowolony z zakupu


obrazek
Root
Dobra, ale nie idealna,
Przede wszystkim Root nie jest prostą grą dla dzieci, pudełko potrafi zmylić. W praktyce mamy do czynienia z brutalną walką o dominację na terenie lasu. Każdą frakcją gra się zupełnie inaczej. I nie mówię tu o innych umiejętnościach - każda frakcja ma inną mechanikę. Z tego też powodu spotykam się z opinią, że Root to gra trudna i wymagająca długiego tłumaczenia. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Jasne, ogarnięcie co, gdzie i jak może potrwać, ale mamy do dyspozycji przykładową rozgrywkę z bardzo dobrymi wyjaśnieniami.

Sama gra jest naprawdę dobra, szybka i w miarę dynamiczna. Nie zgodzę się również z głosami, że rozgrywki są powtarzalne - tylko 2 frakcje zaczynają mniej więcej tak samo. Ode mnie gra dostaje mocne 7,5/10.


obrazek
Na skrzydłach
Przereklamowana,
Ok, Na Skrzydłach to nie jest zła gra. Wydanie naprawdę zwala z nóg patrząc na cenę. Mamy tu bardzo ładne grafiki na kartach, śliczny (choć lekko niestabilny) karmnik, ładne kości i żetony. Sama rozgrywka również jest przyjemna...

... tylko diabelnie losowa. Ogromnie dużo zależy od tego jakie jedzenie znajduje się w karmniku (kości) oraz od dociągu kart przez graczy. Niektóre rozgrywki są naprawdę świetne, inne... no takie "meh". Nie do końca też wiem do kogo jest ta gra skierowana. Dla początkujących na stole dzieje się zdecydowanie za dużo. Zaawansowani natomiast raz że nie mają z grą problemów, a dwa - ich plany niszczy losowość. Ode mnie gra dostaje 6/10, nie jest zła, ale zdecydowanie ją przereklamowano


obrazek
Android: Mainframe (wersja polska)
Niedoceniona,
Mała, niepozorna, okrutnie niedoceniona gra logiczna. Zasady są bardzo proste, przypominają nieco znaną ze szkoły grę "w kropki", gdzie musieliśmy zamknąć naszego przeciwnika żeby punktować. Mainframe idealnie działa na 3 osoby - w dwie jest troszkę zbyt "szachowo", w 4 nieco zbyt chaotycznie. Rozgrywka trwa max. 30 minut.

Największym błędem wydawniczym Galakty była wysoka cena - patrząc na elementy i zawartość to tytuł nie był wart tych 120-150zł, obiektywnie rzecz ujmując (mimo że grę bardzo lubię) więcej niż 60zł bym za nią nie dał.


obrazek
Spartakus: Krew i zdrada (edycja wspieram.to)
Świetna gra,
Cóż można powiedzieć o Spartacusie - jeśli oczekujesz krwi, wzajemnego podkładania sobie świń i całej masy negatywnej interakcji to trafiłeś pod właściwy adres. Chyba żadna inna gra, może poza LaCosa Nostra, nie jest w stanie dostarczyć tyle wrażeń co właśnie Spartakus.

Zabawa ma jednak swoją cenę. Przede wszystkim najlepiej grać w 4 osoby, w trzy jest "tak sobie". Do tego czas gry potrafi być bardzo długi, zwłaszcza jeśli zdecydujemy się na najdłuższy wariant - wtedy możemy grać nawet 4-5h. Ostatnim minusem jest nie do końca dobrze rozwiązana walka na arenie, warto zerknąć na modyfikacje na BGG. Niemniej - polecam!


obrazek
Blood Rage (edycja polska)
Lekkie rozczarowanie,
Po fantastycznym Chaosie w Starym Świecie spodziewałem się prawdziwej bomby od Erica Langa. Tymczasem Blood Rage to dla mnie jedynie "niezła" gra. Jak na grę o wikingach sama walka jest mało ciekawa, autor poszedł tu zdecydowanie w stronę "euro". W moim gronie zauważyliśmy też, że niekoniecznie warto się zabijać - sporo osób skutecznie stosowało karty punktujące za porażki w walce. Nie tego oczekiwałem po Blood Rage.

Po pierwszym złym wrażeniu zaczęło grać mi się nieco lepiej, ale nadal - Blood Rage szału nie robi, nie widzę w tej grze niczego co stawiałoby ją w pierwszym szeregu gier area control


obrazek
Cyklady
Poprawnie,
Powiem tak - gdyby nie ogólny hype i popularność Cyklad to prawdopodobnie bym nawet na ten tytuł nie spojrzał. Jest to całkiem przyjemny gateway to gatunku, ale na dłuższą metę podstawka nie ma absolutnie niczego fascynującego. Niewątpliwym plusem jest ogromna prostota, która jednak zaczyna po chwili irytować. Licytacja wykonywanych akcji? Fatalny pomysł, często-gęsto przez kilka tur nie robimy nic ciekawego tylko patrzymy biernie co się dzieje na planszy. A na samym końcu ktoś i tak robi wjazd w innego gracza armią z Pegazem. Nie jest może fatalny tytuł, ale Cyklady to najwyżej poprawna gra

obrazek
The Godfather - Imperium Corleone
Nie słuchajcie marud!,
The Godfather to naprawdę bardzo dobra, prosta gra AC... która padła ofiarą hype'u nakręconego przez wydawcę. Dlaczego? Ano dlatego, że Ojca Chrzestnego w grze właściwie nie czuć. Otrzymujemy jednak bardzo ciekawą rozgrywkę w mafijnym klimacie, z prostymi zasadami i nie aż tak długim czasem gry. Mamy tu również szczątkową negatywną interakcję - niby figurek przeciwników pozbywamy się w ogromnych ilościach, jednak straty nie wydają się aż tak dotkliwe.

Dużym minusem jest też wykonanie - o ile same elementy jakościowo wypadają bardzo dobrze, o tyle atakujący zewsząd wizerunek Marlona Brando niesamowicie drażni. Szkoda, bo tylko podwyższa on cenę produktu.