PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika koral
Too Many Bones (edycja polska)
Zachęca do odkrywania!,
7 lat po premierze oryginalnego Too Many Bones od Chip Theory Games, gra doczekała się wreszcie polskiego wydania od Portal Games.
O innowacyjnej mechanice tego tytułu od dawna było głośno, a gatunek dice-builder RPG był totalnie czymś nowym także dla nas.
TMB opiera się niemal całkowicie na kościach – kości budują postaci, decydują o powodzeniu walki, rozwijają umiejętności.
Cała przygoda składać się będzie z kilku dni, podczas których odbywamy różnorodne spotkania i trenujemy nowe umiejętności. Liczba dni (długość rozgrywki), talia kart spotkań, a także wrogowie, z jakimi będziemy walczyć, wyznaczane są przez wybranego do rozgrywki Tyrana – najmocniejszego wroga (bossa), którego trzeba pokonać, aby ukończyć przygodę.
Siła Złolców do pokonania podczas każdego ze spotkań zależna jest od liczby graczy oraz aktualnego dnia naszej podróży. Nagrodą za udane spotkanie są wartościowe łupy, punkty treningowe, a także punkty postępu, których odpowiednią liczbę musimy zebrać, aby rzucić ostateczne wyzwanie Tyranowi.
Sukces wszystkich walk zależy oczywiście od kości – od rzutów na atak i obronę, ale także od kości umiejętności każdej z postaci.
W grze podstawowej mamy 4 Gearloków, całkowicie różnych od siebie, funkcjonujących według zupełnie różnych zasad i wyposażonych we własny zestaw 16 unikatowych kości umiejętności. Każdy Gearlok może wyuczyć się innej profesji, a kierunek i strategia jego rozwoju zależy głównie od drużyny, w której gra, oraz wybranego Tyrana.
Niezależnie od tego, każda z postaci ma dużo do zaoferowania: Patches leczy punkty życia, Boomer może atakować granatami, Picket ma bardzo silną obronę, którą może też pokonywać wrogów, a wściekłość Tantruma znacząco w walce.
Z każdą kolejną rozgrywką coraz lepiej „czuje” się i prowadzi te postaci, choć nie da się ukryć, że pierwsze podejścia są nieco przytłaczające.
OGROM mikrozasad, osobna instrukcja dla każdego gracza, a do tego niezbyt intuicyjna instrukcja sprawiają, że na początku dużo rzeczy robi się na oślep. Opanowanie wszystkich profesji, umiejętności, planów awaryjnych czy Przydasi, w zestawieniu z charakterystyką wrogów i samymi zasadami ogólnymi, jest dosyć ciężkie…
Przebieg rozgrywki jest w znaczącej mierze losowy – zarówno w doborze spotkań i ich zestawieniu z dolosowanymi Złolcami, jak i, przede wszystkim, w dominujących tu rzutach kośćmi. Czasami więc walki pójdą łatwo, a innym razem będą niemal nie do przejścia.
Poziom trudności nie jest tu zatem całkowicie rosnący – owszem, punkty Złolców zależą od dnia, ale przez ich różnorodne zdolności może się czasem zdarzyć, że np. późniejsze bitwy będą prostsze od wcześniejszych.
Przez ograniczoną liczbę dni, kilka nieudanych spotkań może zadecydować o przegranej; czasem po prostu odpuścimy, bo widzimy, że zabraknie nam czasu na nadrobienie straconych dni. Mimo, że większość spotkań opiera się na walce, niektóre z nich potrafią być całkiem zaskakujące i urozmaicać tę ciągłą jatkę (same przeżyłyśmy w grze parę zaskoczeń…).
Sama gra podstawowa wydaje nam się być bardzo regrywalna; przez multum różnych konfiguracji postaci, Spotkań, Złolców i Tyranów, za każdym razem będzie wyglądać trochę inaczej, a strategia rozwoju Gearloka będzie nieco inna.
Gra zdecydowanie wymaga więc wielu powtórzeń, nauki i sprawdzania różnych dróg, żeby wyciągnąć z niej wszystko, co oferuje. Po iluś rozgrywkach wciąż mamy wrażenie, że udało nam się umiejętnie wykorzystać tylko część strategii kryjącej się za każdą z postaci.
Too Many Bones jest pierwszą tego typu grą w naszej kolekcji i bardzo się cieszymy, że ją poznałyśmy - mamy poczucie, że chcemy się w nią dalej wgłębiać, żeby wyciągnąć pełnię jej możliwości.
Zachęca do odkrywania!,
7 lat po premierze oryginalnego Too Many Bones od Chip Theory Games, gra doczekała się wreszcie polskiego wydania od Portal Games.
O innowacyjnej mechanice tego tytułu od dawna było głośno, a gatunek dice-builder RPG był totalnie czymś nowym także dla nas.
TMB opiera się niemal całkowicie na kościach – kości budują postaci, decydują o powodzeniu walki, rozwijają umiejętności.
Cała przygoda składać się będzie z kilku dni, podczas których odbywamy różnorodne spotkania i trenujemy nowe umiejętności. Liczba dni (długość rozgrywki), talia kart spotkań, a także wrogowie, z jakimi będziemy walczyć, wyznaczane są przez wybranego do rozgrywki Tyrana – najmocniejszego wroga (bossa), którego trzeba pokonać, aby ukończyć przygodę.
Siła Złolców do pokonania podczas każdego ze spotkań zależna jest od liczby graczy oraz aktualnego dnia naszej podróży. Nagrodą za udane spotkanie są wartościowe łupy, punkty treningowe, a także punkty postępu, których odpowiednią liczbę musimy zebrać, aby rzucić ostateczne wyzwanie Tyranowi.
Sukces wszystkich walk zależy oczywiście od kości – od rzutów na atak i obronę, ale także od kości umiejętności każdej z postaci.
W grze podstawowej mamy 4 Gearloków, całkowicie różnych od siebie, funkcjonujących według zupełnie różnych zasad i wyposażonych we własny zestaw 16 unikatowych kości umiejętności. Każdy Gearlok może wyuczyć się innej profesji, a kierunek i strategia jego rozwoju zależy głównie od drużyny, w której gra, oraz wybranego Tyrana.
Niezależnie od tego, każda z postaci ma dużo do zaoferowania: Patches leczy punkty życia, Boomer może atakować granatami, Picket ma bardzo silną obronę, którą może też pokonywać wrogów, a wściekłość Tantruma znacząco w walce.
Z każdą kolejną rozgrywką coraz lepiej „czuje” się i prowadzi te postaci, choć nie da się ukryć, że pierwsze podejścia są nieco przytłaczające.
OGROM mikrozasad, osobna instrukcja dla każdego gracza, a do tego niezbyt intuicyjna instrukcja sprawiają, że na początku dużo rzeczy robi się na oślep. Opanowanie wszystkich profesji, umiejętności, planów awaryjnych czy Przydasi, w zestawieniu z charakterystyką wrogów i samymi zasadami ogólnymi, jest dosyć ciężkie…
Przebieg rozgrywki jest w znaczącej mierze losowy – zarówno w doborze spotkań i ich zestawieniu z dolosowanymi Złolcami, jak i, przede wszystkim, w dominujących tu rzutach kośćmi. Czasami więc walki pójdą łatwo, a innym razem będą niemal nie do przejścia.
Poziom trudności nie jest tu zatem całkowicie rosnący – owszem, punkty Złolców zależą od dnia, ale przez ich różnorodne zdolności może się czasem zdarzyć, że np. późniejsze bitwy będą prostsze od wcześniejszych.
Przez ograniczoną liczbę dni, kilka nieudanych spotkań może zadecydować o przegranej; czasem po prostu odpuścimy, bo widzimy, że zabraknie nam czasu na nadrobienie straconych dni. Mimo, że większość spotkań opiera się na walce, niektóre z nich potrafią być całkiem zaskakujące i urozmaicać tę ciągłą jatkę (same przeżyłyśmy w grze parę zaskoczeń…).
Sama gra podstawowa wydaje nam się być bardzo regrywalna; przez multum różnych konfiguracji postaci, Spotkań, Złolców i Tyranów, za każdym razem będzie wyglądać trochę inaczej, a strategia rozwoju Gearloka będzie nieco inna.
Gra zdecydowanie wymaga więc wielu powtórzeń, nauki i sprawdzania różnych dróg, żeby wyciągnąć z niej wszystko, co oferuje. Po iluś rozgrywkach wciąż mamy wrażenie, że udało nam się umiejętnie wykorzystać tylko część strategii kryjącej się za każdą z postaci.
Too Many Bones jest pierwszą tego typu grą w naszej kolekcji i bardzo się cieszymy, że ją poznałyśmy - mamy poczucie, że chcemy się w nią dalej wgłębiać, żeby wyciągnąć pełnię jej możliwości.


