PROFIL
Historia recenzji i ocen użytkownika dezerter

obrazek
Władca Pierścieni: Los Drużyny Pierścienia
Rewelacyjne połączenie,
Kilkadziesiąt lat temu zarwałem kilka nocy przy czytaniu Trylogii Tolkiena. Kilkanaście lat temu zarywałem wiele nocy grając w monumentalną Wojnę o Pierścień. A teraz co jakiś czas znikam na dwie godzinki przy planszy Losu Drużyny Pierścienia.
Tytuł trochę mylący, gdyż czasami poza Frodem i Samem na planszy są tylko np. Faramir, Eomer i Galadriela, albo, jak ostatnio się trafiło przy samotnej rozgrywce, Gandalf, dwie Elfki i wojownicza księżniczka z Rohanu. Czyli są to raczej losowo generowane przygody w świecie Trylogii. Pewne jest jedno - Frodo ma donieść Pierścień do celu i wytrzymać ostatnią próbę. A zestaw postaci, zadania do wykonania, rozmieszczenie dodatkowych armii Nieprzyjaciela są już właśnie losowe. I to jest piękne.
Też piękne, ale bardzo nerwowe, jest ciągłe podejmowanie decyzji. Czy już ruszać Froda z Samem, czy jeszcze poczekać, aż będą lepsze karty, a Nazgule sobie polecą gdzie indziej... Czy wydać mieczyki na zdolności Gandalfa, czy też zbierać je na zdobycie twierdzy... Jak kolekcjonować serduszka i płaszcze na wędrówkę przez Mordor, skoro ciągle ich potrzeba na mobilizację wojsk i unikanie odkrycia w drodze... Akcja przygotowania wydaje się kluczowa, by właśnie przygotować się na ostatni odcinek wyprawy, gdy Górę już widać na horyzoncie. Losy Drużyny toczą się rozmaicie. W jednej grze Frodo ledwie się ruszył z Shire, gdy dopadło go Oko, stado Nazguli i jeszcze jakiś zabłąkany oddział orków. W innej rozgrywce Eomer zdobył twierdzę w Mordorze, Aragorn przerąbał się z hobbitami aż do Góry... i Pierścień został zniszczony, pomimo obecności wszystkich Nazguli. Czy jeszcze inna, gdy elfy zajęły Morię i Minas Morgul, orkowie wielką masą zalali Minas Tirith i Helmowy Jar, Gandalf z Faramirem prowadzili wojnę partyzancką i odciągali uwagę Oka, a Frodo wykonał zadanie z jednym, ostatnim puntem nadziei...
I taka, gdy Frodo czekał na Górze z Pierścieniem nad otchłanią, ale skończyła się talia i resztki nadziei przepadły, gdyż Eowina nie zdołała wykonać ostatniego zadania, czyli ujarzmić Umbaru. Zabrakło dwóch mieczyków...
Jest to pięknie wykonana, świetnie zaprojektowana i smakowita gra. Z jednej strony szkoda, że tak późno się pojawiła, ale z drugiej strony dobrze, że jest, widocznie trzeba było poczekać, aż system Pandemic wyewoluuje przez Cthulhu i Upadek Rzymu, aby wylądować w klimacie Władcy Pierścieni.
Wielkie dzięki, Panie Autorze Gry!
P.S. mam nadzieję, że gra będzie ponownie dostępna, aby także inni gracze mogli dokonać kolejnego kroku w poszukiwaniu gry doskonałej.