gry planszowe kościane > Potwory w Nowym Jorku
GRY KOŚCIANE
logo przedmiotu Potwory w Nowym Jorku

Potwory w Nowym Jorku

Dołącz do walki o Nowy Jork!

cena:

149.90 134.90 PLN
dostępność: dostępna
wysyłamy w: 24 godziny

dodaj do koszyka

Podstawowe informacje:


liczba graczy: od 2 do 6
wiek: od 10 lat
czas gry: ok. 45 min.

wydawca: Egmont
projektant: Richard Garfield

wersja językowa: polska

Opis


Kontynuacja Potworów w Tokio - Polskiej Gry Roku 2014!

Rozbudowuje pomysły znane z pierwszej części!

Nowe sposoby zdobywania punktów zwycięstwa i energii!

Po zdobyciu Tokio potwory ruszyły do Nowego Jorku. Mają jeden cel - zniszczyć wszystko, co stanie im na drodze. Aby wygrać, będziesz musiał atakować wrogów, niszczyć budowle i rozwijać swoje umiejętności. Uważaj na wojsko, które przywita cię czołgami i samolotami. Stań się najbardziej przerażającym ze wszystkich potworów i wygraj bitwę o Nowy Jork!

Zawartość pudełka:
- 8 kostek
- 66 kart
- 46 żetony efektów
- 6 planszetek potworów
- 6 kartonowych postaci potworów z podstawkami
- 45 znaczników
- 50 sześcianów energii
- plansza
- instrukcja

Jak to wygląda ?


Recenzje naszych klientów:


zaloguj się jeżeli chcesz dodać własną



dodano: 2020-06-03 Dobra zabawa dla każdego autor: Syla

Bardziej zaawansowana wersja potworów w Tokio. Na pierwszy rzut oka może nam się wydawać że obie gry niewiele się różnią, ale odczucia płynące z rozgrywki są całkiem inne. Największą zmianą są budynki i wojsko, które możemy spotkać na planszy. Całkowicie zmienia to rozgrywkę dając nam możliwość dodatkowego ranienia przeciwników, a także oferując nowe sposoby na zdobywanie punktów. Gra jest bardzo ładna, a potwory jak zwykle ciekawe i zabawne. Jeżeli nie przekona cię to, że możesz współpracować ze statuą wolności, to zawsze możesz postrzelać do przeciwników z lasera. Wiele śmiechu i zabawy, a jeżeli zastanawiasz się, czy kupić potwory w Tokio, czy w Nowym Jorku, to z całą stanowczością odpowiadam - obie! Jednak jeżeli musisz zdecydować się na jedną z wersji, polecam Tokio, ale tylko ze względu na możliwość dokupienia dodatku Halloween.

Plusy:
+ łatwe i intuicyjne zasady
+ dobrze działa w każdym osobowym składzie
+ ładne wykonanie
+ duża regrywalność

Minusy:
- dodatek praktycznie konieczny
- potwory nie różnią się od siebie niczym oprócz wyglądu
dodano: 2020-04-26 Losowość!!! autor: MatPun

Gra bardzo zachęca jakościa wykonania i popularnością, ale osobiście odniosłem wrazenie, że gracz nie ma w niej na nic wpływu. Tak jak w Potworach w Tokio ruch opiera się na rzucie kośćmi ( z opcją przerzucenia, ale jednak... ), co bardzo ogranicza możliwość przygotowania długoterminowej strategii. Nie zmienią tego nawet karty, które można kupować podczas rozgrywki, bo walutę pozwalającą na ich zakup też otrzymuje się wyrzucając odpowiedni znak na kości. W rozgrywce często może się zdarzyć sytuacja, że gracz potrzebujący leczenia nie wyrzuci ani jednego serduszka na kości.

Nie sądzę, żeby gra mogła się sprawdzić nawet jako familijna, bo w takiej roli przegrywa z wieloma innymi pozycjami, i to w podobnym przedziale cenowym, jak Wilki i Owce, Azul czy Wsiąść do Pociągu.

Chciałbym zaznaczyć, że jestem fanem bardziej rozbudowanych gier, co mogło miec wpływ na moją ocenę ( bo to gra familijna ).
dodano: 2019-01-29 Bardziej zaawansowane "Potwory w Tokio" autor: malash

Sequel Potworów w Tokio - kościanego szlagieru Richarda Garfielda.

Wciąż jest to dobra, klasyczna napierdzielanka wielkimi potworami w małym mieście. Nadal wygrać można na dwa sposoby – zdobywając 20 punktów, bądź wybijając wszystkich przeciwników. Jest jednak kilka nie-takich-drobnych szczegółów, które nadają najnowszej wersji hitu o potworach całkiem mocnego powiewu świeżości i zupełnie nowego życia.

Wciąż mamy centralne pole i obrzeża. Odpowiednikiem Tokio jest teraz Manhattan. Stanie poza Tokio jest zaś teraz zastąpione staniem na jednej z pozostałych dzielnic: Bronx, Queens, Brooklyn i Staten Island. W każdej dzielnicy stoją zaś trzy stosy budynków i mogą przebywać naraz dwa potwory. Dodatkowo na koniec swojej kolejki musimy się ruszyć na Manhattan, jeśli jest tam puste pole, a jeśli nie – możemy przenieść się do dowolnej innej dzielnicy w której nie stoją jeszcze dwa potwory. Nadal za wejście na centralny obszar oraz utrzymywanie się na nim dostaje się nagrody, choć i tutaj nieco się zmieniło – z każdą następną kolejką nagroda jest coraz większa. Wyjść oczywiście możemy dopiero kiedy ktoś nas „klepnie” łapką.

Wbrew pozorom niewielkie zmiany zasad wprowadzają spore różnice w samej grze.
Niszczenie budynków i tworzenie wojska jest mechaniką niezmiernie radosną i wpisującą się w to co, gra o potworach powinna mieć. Brakowało tego aspektu w Tokyo i zdecydowanie jest to krok w dobrą stronę.

Niestety jest też druga strona medalu. Rozstawienie budynków poprzez ich losowanie bez podglądania jest dosyć trudne i czasochłonne – w porównaniu do King of Tokyo, gdzie wyciągaliśmy komponenty i mogliśmy grać. Tutaj każdy stos budynków musi się składać z trzech żetonów ułożonych niebieską stroną (budynki) do góry, a czerwoną (wojsko) do dołu. Teoretycznie stosiki powinno zostać utworzone losowo i bez podglądania. Zadanie arcytrudne. Polecam zaopatrzyć się w woreczek materiałowy.

Skondensowanie punktów na jednej ściance kostek zapewne było zmianą wymuszoną – niezbędną do utworzenia nowych możliwości na dwóch pozostałych ściankach. Nie znaczy to jednak, że zmiana wymuszona to zmiana na gorsze. Teraz mamy na kostkach mniej wyników „śmieciowych”, czyli cyferek, których akurat nie zbieramy w danej turze. Doszło nam za to burzenie, które jest przyjemne i pożyteczne – oczywiście nie dla miasta. W Nowym Yorku jeśli już nie idziemy taktyką „na punkty” to tylko jedna (a nie trzy) ścianka obarczona jest bezużytecznym wynikiem (ok, jest jeszcze czacha, ale o niej za moment)… a jeśli posiadamy kartę „Superstar”, to w ogóle jesteśmy happy.
A co do czaszek - na kostkach jest to jedyny wynik, który w większości jest bardzo negatywny dla swojego właściciela.

Na pewno jest to gra dobra i zdecydowanie polecam fanom Tokio - przetestować Nowy Jork.
Ale czy jest lepsza od poprzednika…? Czy nowe rozwiązania przyćmiewają prostotę i przejrzystość pierwowzoru? Jeżeli musiałbym wybierać pomiędzy tymi grami i mógł zachować na półce tylko jedną z nich – bez wahania wskazałbym na King of Tokyo.