GRY KARCIANE
FlipToons (edycja angielska)
Skompletuj obsadę nowego animowanego filmu!
cena:
79.90 PLNwysyłamy w: niedostępny
Podstawowe informacje:
liczba graczy: od 1 do 4
wiek: od 10 lat
czas gry: od 15 do 30 min.
wydawca: Thunderworks Games (2025)
kod kreskowy: 198715263879
wersja językowa: angielska
instrukcja: angielska
Opis w serwisie BGG
Opis
It’s time to cast the next great animated show! A top talent agent like you knows a star when you see one, and the director needs you to fill six roles for the big production. Search Flip Valley for the perfect toon characters, and make sure they’re ready to work together on the silver screen!
FlipToons is a quick deck-building game. You’ll begin with a deck of hopeful toon actors. Each round, flip six of these toons out from your deck into your screen grid to audition together.
Each toon card in your 3-by-2 grid has different talent effects. Some are resolved as soon as they are flipped. Many will interact with one another and (hopefully) earn Fame for your studio. But they won’t all have that special on-screen chemistry you’re looking for. Some won’t work well together at all!
After each Flip, tally up your current grid of toons’ Fame points, then spend them to hire more stars for your cast. Purchase these new toon cards from the market and add them to your deck. Or, spend some of your Fame to dismiss a card, and get that bad actor off the stage. Sorry kid, you just don’t have what it takes to be a star in this show.
If your Flip is the first to generate 30+ Fame, you’ll earn the Critic’s Choice award (worth extra Fame points) and trigger the end of the game. After that turn’s market phase, it’s time for one Final Flip. The player who earns the most Fame during the Final Flip is declared the winner. Applause!
Informacje dot. bezpieczeństwa
Warning: Choking hazard. Smal parts. CE certified
"Fliptoons" to tytuł, który pojawił się trochę niespodziewanie — bez wielkiej kampanii, bez szumu, raczej jako niepozorna karcianka od Thunderworks Games, wydawcy, który ma na koncie m.in. różne wersje „Kartografów” i „Architektów Stonespine”. I być może właśnie dlatego zaskakuje tak bardzo.
Podstawowa zasada jest prosta: każdy gracz tasuje swoją talię i odkrywa sześć kart, układając je w siatce 3×2. To, co pojawi się na stole, przynosi punkty sławy, w zależności od efektów kart i ich wzajemnych powiązań. Za uzyskane punkty można kupować nowe karty z rynku albo pozbywać się tych, które zaczynają przeszkadzać. Mechanicznie to deckbuilding w czystej postaci, ale z twistem: nie wystarczy mieć dobre karty, trzeba jeszcze liczyć się z tym, jakie wyjdą w szóstce, jak się ułożą i jak zagrają ze sobą w danej rundzie.
Rynek działa według prostego, ale bardzo sprytnego układu. Karty są ułożone według wartości, a koszt odpowiada ich pozycji. Może się zdarzyć, że bardzo mocna karta trafi akurat na niską pozycję i będzie do wzięcia niemal za bezcen, a bywa też odwrotnie — że rynek oferuje drożyznę za byle co. Ten element nieprzewidywalności sprawia, że każda runda ma inny rytm.
Po odkryciu kart i zliczeniu punktów przychodzi moment decyzji: kupujemy dwie karty, odrzucamy dwie (za to też się płaci punktami sławy), albo robimy po jednej z tych rzeczy. Nie da się pasować. I to właśnie w tym prostym mechanizmie zaczyna się pojawiać napięcie. Każda słaba karta, którą zostawiasz w talii, zmniejsza szansę na dobranie najlepszych kart w kolejnych rundach. Każda lepsza odrzucona karta to potencjalne ryzyko, że stracisz coś, co później mogłoby zagrać dobrze. Nie zmienia to faktu, że w tej grze mniej zbalansowane "mniej" znaczy więcej niż dobrze zbalansowane "więcej".
Gra kończy się, gdy ktoś w danej rundzie zdobędzie 30 punktów sławy. To nie znaczy jednak, że automatycznie wygrywa — ogłoszona zostaje ostatnia runda, w której wszystko się rozstrzyga. To świetne rozwiązanie, bo eliminuje efekt „przypadkowego” zwycięstwa. Można zdobyć czterdzieści punktów w przedostatniej rundzie i przegrać w następnej, bo los — i własna konstrukcja talii — zagrają inaczej.
To, co we "Fliptoons" działa znakomicie, to balans między prostotą zasad a przestrzenią na kombinowanie. Można budować talię szeroko i próbować jak najszybciej zwiększyć pulę kart, można też grać oszczędnie, trzymając talię w ryzach i licząc na powtarzalność układów. W praktyce żadna z tych strategii nie daje gwarancji zwycięstwa — gra nagradza elastyczność.
Losowość oczywiście ma tu swój udział i czasem jedna słabsza runda potrafi wywrócić plan do góry nogami. Ale to nie frustruje, bo partia trwa krótko — najczęściej 20–30 minut — i po prostu od razu chce się zagrać jeszcze raz. To ten sam rodzaj satysfakcji, który daje dobrze zaprojektowany engine builder: widzisz, co mogłeś zrobić inaczej, i chcesz to natychmiast sprawdzić.
Warto wspomnieć też o oprawie. Ilustracje w klimacie klasycznej kreski amerykańskiej są urocze, czytelne i doskonale pasują do tonu gry. To nie jest tytuł, który udaje coś, czym nie jest. Jest lekki, szybki i dokładnie taki, jak powinien być — a przy tym ma własną tożsamość.
Nie ma polskiej edycji (w tym aspekcie liczę na Ogry Games, które wydały u nas poprzednie gry Thunderworks), ale język nie stanowi tu realnej bariery — tekstu na kartach jest niewiele i nawet jedna osoba znająca angielski w grupie w zupełności wystarcza. Szczerze mówiąc, to tytuł, który aż się prosi o polskie wydanie, bo ma wszystko, czego potrzeba, by dobrze się przyjąć: prostotę zasad, szybkie tempo i satysfakcjonujące kombosy.
Dla mnie "Fliptoons" to jedno z większych pozytywnych zaskoczeń roku. Ma lekkość, której często brakuje grom deckbuildingowym, a jednocześnie oferuje wystarczająco dużo przestrzeni na spryt i momenty, w których wszystko idealnie się zazębia. Nie robi rewolucji, ale błyszczy tam, gdzie powinna.